Piłka nożna w Ameryce Łacińskiej. Argentyna, Brazylia, Kolumbia etc. Uwagi, analizy, komentarze, także konteksty pozasportowe.
Creative Commons License

BloGalaxia

Blogi Sportowe





RSS
środa, 29 lipca 2009
Wieczorna zagadka

Czy poznajecie tego pana?

Fot. El Grafico

Nie mogę podać żadnych wskazówek, bo wówczas rzecz byłaby zbyt prosta. Nie wymieniam nawet autora fotografii. Dopiszę go, gdy sprawa się wyjaśni.

Bardzo spodobała mi się ta fotka, stąd pomysł zadania pytania. Jeśli ktoś odganie, byłoby świetnie gdyby podzielił się swoimi impresajmi na temat prezentowanego długowłosego. ;)

23:15, sergiuszbober
Link Komentarze (13) »
Portuguesa walczy o awans

Dzięki wczorajszej wygranej 4 - 3 z dotychczas liderującym Guarani, piłkarze Lusy umocnili się na miejscach premiowanych awansem do brazylijskiej Serie A (tzw. G-4).

Już sam wynik wskazuje, że mecz był wyjątkowy. Gospodarze najpierw prowadzili 1 - 0, potem stracili trzy bramk, by w drugiej połowie z powodzeniem gonić znikające za zakrętem Bugre.

Wszystko to wyglądało tak:



Gole kolejno strzelali:

1 - 0 Héverton (POR), 5 min.

1 - 1 Walter Minhoca (GUA), 10 min.

1 - 2 Ricardo Xavier (GUA), 26 min.

1 - 3 Maranhao (GUA), 31 min.

2 - 3 Bruno Rodrigo (POR), 59 min.

3 - 3 Ygor (POR), 76 min.

4 - 3 Marco Antônio (POR), 83 min.

Dla Guarani, które znakomicie rozpoczęło tegoroczne rozgrywki Serie B (patrz jedna z poprzednich notek) to druga porażka w sezonie. Ekipa z Campinas, zgodnie z przewidywaniami, obniżyła ostatnio loty. W pięciu lipcowych kolejkach zanotowała jedno zwycięstwo, trzy remisy i wspomniane dwie wpadki (poza Portuguesą lepszy od Bugre był także Parana Clube).

Z kolei ekipa z Sao Paulo gra nieco w kratkę, ale ostatnio coraz częściej wygrywa (lipcowy bilans to 4 - 1 - 1; warto podkreślić cenną wygraną z aktualnym liderem Atletico Goianiense), stąd jej wysoka pozycja w tabeli. Zresztą zespół z Caninde to obok Vasco jeden z murowanych kandydatów do awansu. Wskazuje na to choćby potencjał kadrowy. Dla przykładu, w formacji ofensywnej wyrózniające się postaci to znany m. in. z Flamengo Fellype Gabriel, były reprezentant Brazylii Cristian (kiedyś świetny w Interze Porto Alegre, kilka lat temu przyzwoicie radził sobie w Sao Paulo), czy Edno. Ten ostatni, były piłkarz krakowskiej Wisły (pisałem o nim tutaj i tutaj), jeszcze niedawno był na celowniku wielu renomowanych klubów (m. in. Sao Paulo), ale prezes Lusy Manuel da Lupa zdołał zatrzymać go w klubie. Jak ważna to postać dla drużyny widać nawet na powyższym krótkim video.

W piątek Portuguesę czeka wyjazdowy mecz w Natal z zajmującym przedostatnią pozycję w tabeli ABC. Okazja do umocnienia się w czołówce jest więc znakomita. Przed próbującym wybudzić się z letargu Guarani stoi znacznie poważniejsze wyzwanie. Potyczka z liderującym Atletico Goianiense na macierzystym stadionie Brinco de Ouro...

PS Jeśli ktoś ma ochotę na lekturę interesującego i świeżego tekstu o kobietach służących w policji w Rio de Janeiro, to zapraszam tutaj (tekst po angielsku).

PS1 W powyżej linkowanym wpisie "Bezcenny Edno" znalazłem błąd. Luis Iauca jest w Portuguesie "tylko" wiceprezesem i dyrektorem ds. piłki nożnej, a nie jej prezesem.

13:24, sergiuszbober
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 lipca 2009
Estudiantes!!! (3)

Mini cykl poświęcony zwycięstwu Estudiantes de La Plata w Copa Libertadores 2009 zamknę tekstem dotyczącym przyszłości. Kto zostaje, kto odchodzi. Słowem, jaki Estudaintes zobaczymy w nadchodzącym Torneo Apertura i w klubowych mistrzostwach świata. Oczywiście wiele tutaj spekulacji i niedomówień jakże typowych dla okresu transferowej gorączki.

Święto Estudiantes, świętem Atletico Mineiro... Fot. AFP

Zacznijmy od lidera, Juana Sebastiana Verona. Kontrakt Brujity wygasł 30 czerwca, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zostanie przedłużony. W tej sprawie toczą się rozmowy władz klubu z agentem piłkarza Miguelem Piresem. Biorąc pod uwagę to, że Veron już kilka razy odrzucał intratne oferty z krajów arabskich, z Meksyku, z północnoamerykańskiej MLS, czy z Europy, wyraźnie widać, że pieniądze nie są dla niego najważniejsze. Stąd o jego pozostanie kibice mogą być spokojni. Zresztą od dawna wiadomo, że po zakończeniu kariery zamierza ubiegać się o fotel prezesa klubu. W kwestie organizacyjne mocno angażuje sie już teraz: zainwestował własne środki w ośrodek treningowy dla młodzieży, a także sprowadził z Włoch wyposażenie klubowej sali gimnastycznej. Do sprawy podchodzi więc nadzwyczaj poważnie i oczywiście wbrew obowiązującym trendom...

Charyzma Verona i jego zdolności menedżerskie (główny argument: klubowe mistrzostwa świata) spowodowały, że o pół roku zakończenie kariery postanowił odsunąć inny znakomity weteran Jose Luis Calderon. Myślę, że trener Alejandro Sabella bardzo cieszy się z tego, że jeszcze przez jakiś czas będzie miał w składzie tego doświadczonego jokera.

Skoro jesteśmy przy napastnikach, to z klubem najprawdopodobniej pożegna się wypożyczony z meksykańskiego Tigres Gaston Fernandez. Oczywiście istnieje opcja jego wykupienia, ale żądane przez klub z Monterrey 3 miliony dolarów dalece przekraczają finansowe możliwości Pincharratas. Element niepewności pozostaje, gdyż pojawiła się ponoć koncepcja zapłaty połowy tej kwoty i zatrzymania Gaty na dłużej w La Placie, ale osobiście nie przywiązywałbym się do tej finansowej ekwilibrystyki...

Nie do końca pewna jest także sytuacja Mauro Boselliego. Ponoć poważnie zainteresowane nim jest meksykańskie Monterrey, tu i ówdzie wspominało się o włoskim Palermo. Mauro to młody chłopak, po niedawnej śmierci ojca jeszcze mocniej związany z mamą, która pomaga mu w kierowaniu karierą. Pani Viviana oznajmiła, że jej zdaniem najlepiej będzie jeśli syn jeszcze przez pół roku pozostanie w La Placie. Także agent piłkarza Jose Iribarren jest zwolennikiem tej opcji, chyba że pojawi się jakaś wyjątkowa oferta...

Jak wspomniałem, w linii pomocy jest Veron i... mnóstwo pustej przestrzeni. Znakomity defensywny pomocnik Rodrigo Brana wyjeżdża do Tigres, gdzie spotka Gatę Fernandeza. Awans sportowy to może nie jest, ale finansowy na pewno tak. Chapu ma już na karku trzydziestkę, więc musi myleć o zabezpieczeniu przyszłości. Podobno klub jest także skłonny rozmawiać o sprzedaży jego ewentualnego zmiennika, czyli Matiasa Sancheza, jeśli tylko pojawi się poważny zainteresowany. Jakby tego było mało, Leandro Benitez otrzymał chojną ofertę z jednego z klubów arabskich, a błyskotliwy Enzo Perez według włoskich mediów stał się obiektem pożądania Cagliari i Sampdorii. Władze Estudiantes nie są także zainteresowane dalszą współpracą z Cristianem Sanchezem Prette, wypożyczonym z rumuńskiego Cluj.

Zdecydowanie spokojniej jest w obronie, choć klub na pewno nie zdoła zatrzymać Rolando Schiviego. Newell's zażądał 2 milionów dolarów za definitywny transfer, co biorąc pod uwagę zaawansowany wiek Flaco, wydaje się kwotą delikatnie mówiąc przesadzoną. W La Placie pozostać mają Leandro Desabato, Cristian Cellay i German Re. W końcu powrócą do składu rekonwalescenci Augustin Alayes i Marcos Angeleri, choć ten drugi jeśli odzyska formę, może szybko wyjechać do Włoch (swego czasu sporo mówiło się o jego transferze do Lazio; sprawę ułatwia posiadanie przezeń włoskiego paszportu).

Last but not least do włoskiej Catanii emigruje świetny bramkarz Mariano Andujar.

Jak podkreślałem we wstępie, powyższa sytuacja może ulegać zmianom, ale zasadniczy wniosek jest oczywisty - upływ krwi jest (będzie) ogromny.

Naturalne staje się w tej sytuacji pytanie o następców. W tej sprawie konkretów jest jak do tej pory niewiele. Wiadomo, że Andujara zastąpi wieczny rezerwowy Damian Albil. Trwają poszukiwania obrońcy, który do czasu wyleczenia wypełni lukę po Angelerim na prawej stronie (może nim być Hugo Ibarra z Boca, bardzo daleki od uzgodnienia warunków przedłużenia umowy z Xeneizes). Linię pomocy być może zasilą nieźli Marcelo Carrusca (wychowanek klubu, ostatnio w meksykańskim Cruz Azul) i Gabriel Panalba (jego transfer z Argentinos Juniors ma być powiązany z przekazaniem do Bicho Diego Galvana).

Wygląda więc na to, że w nadchodzącym sezonie zobaczymy zupełnie przemeblowane Estudiantes...

PS Znikam na jakieś osiem dni...

15:46, sergiuszbober
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 lipca 2009
Estudiantes!!! (2)

Zgodnie z obietnicą, kilka słów o triumfie Estudiantes de La Plata w finale Copa Libertadores 2009.

Przed meczem w Argentynie sporo mówiło się o tym, jak należy grać z Cruzeiro. Zasadniczo przeważały dwa podejścia. Jedno utożsamiane z Velez Sarsfield i drugie z Boca Juniors. Velez kierowany w 1996 roku przez Osvaldo Piazzę przyjął taktykę polegającą na żelaznej dyscyplinie obliczonej na zamęczenie Cruzeiro w środku boiska i następnie wyprowadzeniu szybkich kontr. Rok temu Boca postawiło od początku na otwartą grę. Znakomity występ Juana Romana Riquelme, przebłysk geniuszu Rodrigo Palacio oraz regularnośc Martina Palermo zapewniły Bosteros dosyć spokojną wygraną.

Juan Sebastian Veron z Pucharem Wyzwolicieli. Fot. Reuters.

Mam wrażenie, że we wczorajszym spotkaniu Alejandro Sabella zastosował kombinację obu powyższych podejść (choć z przewagą pierwszego), dysponując personelem zdolnym pogodzić te zdawałoby się sprzeczne koncepcje.

O znakomitym bloku defensywnym Estudiantes napisano już tomy. Przypomnijmy, że wczoraj z żelazną konsekwencją dostępu do bramki Mariano Andujara bronili Cristian Cellay, Rolando Schiavi, Leandro Desabato i German Re. Warto pamiętać, że zabrakło w tym zestawieniu ciężko kontuzjowanych Marcosa Angeleriego i Augustina Alayesa, bez których jeszcze kilka tygodni grę Estudiantes trudno było sobie w ogóle wyobrazić. Uniwersalni Cellay (przyszedł z Huracan) i Re (wiele udanych sezonów w Newell's) to stosunkowo niedawne nabytki Pincharratas. Ci doświadczeni piłkarze, w przekroju kilku ostatnich miesięcy dowiedli, że były to jedne z najbardziej trafionych personalnych pociągnięc w argentyńskim futbolu. Twardy jak skała Desabato (wychowanek Estudiantes) przez długi czas tworzył znakomity duet z Alayesem. Gdy tego zabrakło, w ekspresowym tempie z Newell's sprowadzono rutynowanego Schiaviego (swego czasu wielkie sukcesy z Boca), który tak znakomicie wkomponował się w drużynę, że zmiana była w zasadzie niezauważalna. Co istotne, środkowi obrońcy Estudiantes słyną ze znakomitej gry w powietrzu, dzięki czemu stanowią poważne zagrożenie pod bramką rywali. Z kolei ich partnerzy grający na bokach, zgdonie z regułami współczesnego futbolu potrafią stworzyć przewagę w ataku, czy udanie dośrodkować (vide wczorajsze harce Cellaya).

To doborowe, choć wcale nie skałdające się z wielkich gwiazd grono za plecami mogło liczyć na wysokiej klasy fachowca. Mariano Andujar to jeden z symboli ostatnich sukcesów Estudiantes i, od niedawna, reprezentant Argentyny. Wczoraj ponownie błysnął, udanie interweniując w trudnych sytuacjach z pierwszej połowy spotkania. Co więcej, dzięki własnym umiejętnościom i pomocy kolegów z defensywy Andujar pozostawał w tegorocznym CL niepokonany przez aż 800 minut, od końcówki meczu z Deportivo Quito, po 75 minutę rewanżowego półfinału z Nacionalem Montevideo. To nowy rekord CL, o 34 min. lepszy od wyniku Hugo Gattiego osiągniętego w drugiej połowie lat 70. Wczoraj przy bramce Henrique był bez szans. Piłka została nie tylko dobrze uderzona, ale także zmieniła kierunek lotu po odbiciu się od Desabato.

W pomocy zagrali Enzo Perez, Rodrigo Brana, Juan Sebastian Veron i Leandro Benitez. Oczywiście najwięcej pochwał spłynęło na wielkiego lidera i człowieka wokół którego sprawy El Leon kręcą się od 2006 roku (warto pamiętac, że okres niezłej gry piłkarzy z La Platy zapoczątkowany został jeszcze przed powrotem Brujity). To dzięki niemu możliwe było wczoraj prowadzenie gry nieco mniej zachowawczej. Mówiąc krótko Veron rządził i dzielił. To on rzucił znakomite podanie do mknącego prawą stroną boiska Cellaya, który następnie otworzył drogę do bramki Gastonowi Fernandezowi. Kilkanaście minut później Veron osobiście wykonał rzut rożny, po którym do siatki trafił Mauro Boselli. Tradycyjnie już świetnie poczynał sobie defensywny pomocnik Brana. Benitez i Perez byli nieco mniej widoczni, ale w końcu ich zdaniem nie były cyrkowe popisy...

Nie gorzej od linii pomocy spisał się atak. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu na pochwały zasłużyli zarówno Mauro Boselli (on akurat zdołał ostatnio ustabilizować formę), jak i chimeryczny Gata Fernandez. Konto Boselliego obiążają dwie niewykorzystane sytuacje z pierwszej połowy, z drugiej jednak strony w najważniejszym momencie zachował zimną krew. Ponadto został najlepszym strzelcem CL 2009, a w decydującej fazie pucharowej zdobył 5 ze swoich ośmiu goli. Co ciekawe, dopiero czwarty raz argentyński piłkarz zostaje równocześnie najlepszym strzelcem i zwycięzcą CL. Przed pozyskanym z Boca Juniors Bosellim uczynili to Mario Rodriguez (1964, Independiente, 6 bramek), Luis Artime (1971, Nacional Montevideo, 10 goli) i Marcelo Delgado (2003, Boca Juniors, 9 trafień).

Jak wspomniałem, wczoraj Bosellego znakomicie uzupełniał Gata Fernandez. Swego czasu trochę na niego narzekałem (także w La Placie wielu kibiców podnosiło, że jego wypożyczenie sprowadzić można do stwierdzenia "z dużej chmury mały deszcz"), ale wczoraj pokazał to z czego jest znany. Szukał gry, szarpał, nieźle radził sobie w pojedynkach jeden na jednego, ładnie współpracował z linią pomocy. Słowem, takiego Gatę pamiętam i takiego chcę oglądać. Występ okrasił bramką. Może nie najefektowniejszą, ale modelowo ilustrującą jego boiskowy spryt, czucie gry i znakomitą użytkową technikę.

Podsumowując, piłkarze Estudiantes i trener Sabella pięknie nawiązali do tradycji kojarzonej ze słynnym Osvaldo Zubeldią. Według niej zespół zaczynamy budować od żelaznej defensywy, połączonej z taktycznym wysublimowaniem. Jak wiadomo te elementy są konieczne, ale nie wystarczające. Potrzeba jeszcze "tego czegoś" - odrobinki geniuszu. Rozumiał to Zubeldia i znalazł ją u Juana Ramona Verona, popularnej La Brujy. Rozumie to Sabella, u którego w roli geniusza obsadzona jest Brujita...

PS Chcę jeszcze popełnić tekścik o przyszłości Estudiantes, ale to może już jutro...

14:30, sergiuszbober
Link Komentarze (26) »
Estudiantes!!! (1)

Dzięki wygranej 2 - 1 na wyjeździe z brazylijskim Cruzeiro, słynny laplateński El Leon dzisiejszej nocy po raz czwarty w historii w triumfalnym geście wzniósł w górę Puchar Wyzwolicieli. W niniejszym wpisie przypomnę drogę podopiecznych Alejandra Sabelli do tytułu oraz historię rywalizacji argentyńsko - brazylijskiej w finałach CL. W kolejnych, jeśli czas pozwoli, postaram się przybliżyć zwycięzców oraz to i owo skomentować.

Fot. La Nacion

16 kroków do raju

Runda wstępna: Sporting Cristal - Estudiantes 2-1 (Roberto Palacios 42, Hector Hurtado 55; Enzo Pérez 29), 0-1 (Ramón Lentini 76).

Grupa 5

Cruzeiro - Estudiantes 3-0 (Fernandinho 63 karny, Kléber 69, 72);

Estudiantes - Universitario Sucre 1-0 (Juan Manuel Salgueiro 16);

Deportivo Quito - Estudiantes 1-0 (Léider Preciado 85);

Estudiantes - Deportivo Quito 4-0 (Mauro Boselli 4, 25, 69, Enzo Pérez 44);

Estudiantes - Cruzeiro 4-0 (Juan Sebastián Verón 6, Gastón Fernández 32, Cristian Sánchez Prette 74, 78);

Universitario Sucre - Estudiantes 0-0

Fazę grupową El Leon zakończył na drugim miejscu za Cruzeiro z dorobkiem 10 punktów. Złożyły się nań 3 zwycięstwa, jeden remis i dwie porażki. Bilans bramkowy: 9 - 4. Zwróćcie uwagę na fakt, że także w grupie Pincharratas byli w przekroju obu potyczek lepsi od Cruzeiro.

Druga runda: Estudiantes - Libertad Asunción 3-0 (Gastón Fernández 1, Mauro Boselli 64pen, 70), 0-0.

Ćwierćfinał: Defensor Sporting - Estudiantes 0-1 (Leandro Desábato 12), 0-1 (Leandro Benítez 13).

Półfinał: Estudiantes - Nacional Montevideo 1-0 (Diego Galván 14), 2-1 (Mauro Boselli 52, 90; Alexander Medina 75).

Finał: Estudiantes - Cruzeiro 0-0, 2-1 (Gastón Fernández 57, Mauro Boselli 73; Henrique 52).

 

Argentyna kontra Brazylia w finałach Copa Libertadores

1963: Santos - Boca (zwycięzca: Santos)

1968: Estudiantes - Palmeiras (Estudiantes)

1974: Independiente - Sao Paulo (Independiente)

1976: Cruzeiro - River (Cruzeiro)

1977: Cruzeiro - Boca (Boca)

1984: Gremio - Independiente (Independiente)

1992: Sao Paulo - Newell's (San Pablo)

1994: Sao Paulo - Vélez (Vélez)

2000: Boca - Palmeiras (Boca)

2003: Boca - Santos (Boca)

2007: Boca - Gremio (Boca)

2009: Estudiantes - Cruzeiro (Estudiantes)

Ogólnie rzecz biorąc Argentyńczycy zdominowali tę rywalizację zupełnie, prowadząc 9 - 3. Kluby brazylijskie już pięć razy z rzędu nie potrafiły znaleźć sposóbu na swoich odwiecznych rywali...

10:40, sergiuszbober
Link Komentarze (6) »
wtorek, 14 lipca 2009
"Rozstrzelany" niedoszły Wiślak

Być może część spośród czytelników Futbolin pamięta krążącą pod koniec 2008 roku plotkę o rzekomym zainteresowaniu krakowskiej Wisły niezłym brazylijskim napastnikiem Rogerem. Sam poświęciłem tym informacjom trochę uwagi, podchodząc do sprawy bardzo sceptycznie.

Ostatecznie Roger pod Wawel nie zawitał. Dysponujące jego kartą Sao Paulo ze Sportu Recife przekazało go wówczas do Fluminense, skąd następnie trafił do Vitorii, obecnie zajmującej trzecie miejsce w Brasileirao 2009.

Pobyt w Rio de Janeiro bez wątpienia uznać można za czas dla tego piłkarza stracony. Start w Vitorii też do najlżejszych nie należał. Roger zadebiutował jako zmiennik w trzeciej kolejce przeciwko Cruzeiro. W następnych dwóch spotkaniach z Gremio i Palmeiras nie tylko nie trafił do siatki, ale także otrzymał średnie noty. Po meczu 6 kolejki z Interem Porto Alegre trener Paulo Cesar Carpegiani oznajmił, że jedynym problemem jego nieźle grającej drużyny jest nieskuteczny atak. Dowodem jego zaniepokojenia było zdjęcie Rogera z boiska i wprowadzenie do gry młodziutkiego Edsona. Wydawało się, że przeciętnie poczynający sobie wychowanek Ponte Preta może być pierwszą ofiarą obmyślanych przez trenera długofalowych roszad w składzie. Ostatecznie piłkarz rozpoczął kolejny mecz w wyjściowej jedenastce i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawy zaczęły toczyć się po jego myśli:

7 kolejka - dwie bramki w wygranym 4 - 3 meczu z Botafogo (pierwsze dwa gole z tego materiału wideo);

8 kolejka - także dwie trafienia (jedno z rzutu karnego) w zakończonej wynikiem 4 - 1 potyczce z Santo Andre (bramki numer 4 i 5 do obejrzenia tutaj);

9 kolejka - celna główka w przegranym 1 - 2 meczu z Flamengo (drugi gol z tej relacji);

10 kolejka (ostatnia niedziela) - ponownie dwa gole w wygranym aż 6 - 2 meczu z Santosem (dwa pierwsze trafienia widoczne tutaj).

Efekt? Na dzień dzisiejszy Roger wraz z Felipe z Goias przwodzi klasyfikacji snajperów. Gdybyśmy zabawili się w statystyczne wyliczanki, okaże się, że osiąga znakomitą średnią 0, 875 bramki na mecz.

By sprawa była jasna - nie jest to żaden artysta. Raczej mamy w tym wypadku do czynienia z silnym i w miarę szybkim typem egzekutora, dobrze radzącym sobie także w powietrzu (vide gol z Flamengo - najpierw umiejętne przepychanie się z nie należącymi do ułomków Ronaldo Angelimem i Williansem, potem znakomite wyjście w górę i "zawiśnięcie" w powietrzu w oczekiwaniu na centrę). Przypuszczam, że to także zawodnik odporny psychicznie. Pomimo częstych zmian środowiska zwykle pokazuje, że jeśli się na niego stawia prędzej czy później zaczynają padać bramki. Tak jest teraz w Salvadorze, tak było w Sport Recife, który z Rogerem w składzie rozegrał najlepszy sezon od lat.

Jak już wspomniałem, transfer Rogera do Wisły był wyssany z palca. W sumie jednak szkoda, bo ktoś taki stanowiłby bezcenne wsparcie w kolejnej próbie przebicia się "Białej Gwiazdy" do wymarzonej Ligi Mistrzów...

PS Jeśli kogoś interesują archiwalia, to o transferze Rogera do Wisły pisałem tutaj i tutaj.

21:51, sergiuszbober
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Guarani tak dobre jak Timao?

A przecież to zupełnie nie tak miało być. Od kilku sezonów w brazylijskiej drugiej lidze zawsze gra któryś z klubów uchodzących za tradycyjne potęgi (Palmeiras, Gremio, Corinthians). Zwykle radzą sobie znakomicie, ustanawiając rozmaite rekordy. W zeszłym roku śrubował je Corinthians. W trwającym sezonie liczono się z przeprowadzeniem na nie ataku, ale uczynić miało to Vasco...

Tymczasem nieoczekiwanym goniącym okazał się beniaminek - Guarani z Campinas. Klub owszem szanowany (mistrz Brazylii z 1978 roku) i słynący z wychowywania znakomitych piłkarzy, ale od kilku lat usiłujący pozbierać się po okresie organizacyjnej i sportowej zapaści. O tym, że proces ten przebiega nie bez problemów świadczy chociażby niedawny spadek do drugiej ligi stanu Sao Paulo.

Do słynnych wychowanków Guarani należą m. in. wyśmienici strzelcy Evair i Careca (tutaj już w koszulce Sao Paulo)...

W krótkiej przerwie między Campeonato Paulista i rozgrywkami Serie B klub wymienił trenera (z Sao Caetano przybył Vadao, dla którego jest to już trzecia przygoda z klubem ze stadionu Brinco de Ouro) i praktycznie całą kadrę (zakontraktowano aż 21 zawodników). Na wspólne treningi musiało wystarczyć zaledwie dziesięć dni.

Efekty tego ryzykownego pociągnięcia przeszły najśmielsze oczekiwania. Po dziesięciu kolejkach Serie B Guarani jest liderem z ośmioma zwycięstwami i dwoma remisami na koncie. Rok temu równie udanie rozgrywki rozpoczęło Timao.

Oczywiście są także pewne róznice. Coringao strzeliło o 10 bramek więcej (25), za to piłkarze Bugre nieco lepiej bronią (stracili 6 goli, o jednego mniej niż Corinthians). W zasadzie ich bilans można nawet uznać za efektowniejszy od zeszłorocznego rekordu, gdyż by go osiągnąć gracze z Campinas musili stoczyć aż pięciokrotnie potyczki z drużynami zajmującymi w tabeli miejsca 1 - 8. Zdołali pokonać Brasiliense (2 - 1 w ostatniej kolejce, po golach Ricardo Xaviera i Dairo), lokalnego rywala Ponte Preta, Amérikę i spadkowicza Figueirense. Z Vasco zremisowali. Corinthians z drużynami z czołówki spotykał się tylko trzykrotnie.

...oraz rozgrywający Neto, któremu swego czasu poświęciłem obszerny wpis.

Vadao jest dumny z rekordu, ale raczej unika spekulacji na temat poprawienia osiągnięć niedawnego zdobywcy Pucharu Brazylii z całego minionego sezonu. "Celem klubu jest zajęcie miejsca w pierwszej czwórce, gwarantującego powrót do elity" stwierdza szkoleniowiec. Z drugiej strony dodaje, że jeśli uda się utrzymać wysoką formę, to chęć pobicia osiągnieć Timao może stanowić dla piłkarzy dodatkową motywację.

Osobiście nie spodziewam się, by piłkarze Guarani zdołali zdobyć w przekroju całego sezonu więcej punktów niż Corinthians (podopieczni Mano Menezesa zdobyli ich aż 85, czyli 74, 6% tego co było do ugrania), ale powrotu do pierwszej ligi życzę im z całego serca. W tej chwili mają sześć punktów przewagi nad drugim w tabeli Atletico Goianiense (to takze beniaminek!). Do końca rozgrywek pozostało, bagatela, 28 kolejek...

14:36, sergiuszbober
Link Komentarze (6) »
niedziela, 12 lipca 2009
Apertura '92 według Martina Caparrosa cz. 2

Zgodnie z obietnicą dzisiaj druga część opowieści Martina Caparrosa o mistrzowskim dla Boca Juniors Torneo Apertura 1992.

Był to jedyny mecz Boca, który oglądałem z murawy La Bombonera. Nigdy w życiu nie słyszałem większego hałasu, niż ten wywołany wybiegnięciem piłkarzy na boisko. Ulokowałem się za bramką gości, a moim zadaniem było wykonanie kilku fotografii na zlecenie jednego z niemieckich czasopism. Z tej przyczyny nie byłem w stanie dostrzec, który z zawodników San Martin gdzieś daleko z przodu wbił piłkę do bramki przy trybunie wychodzącej na Casa Amarilla. Nie mogłem też usłyszeć jego nazwiska.* Gdy próbuję wyobrazić sobie ciszę absolutną, zawsze przychodzi mi na myśl ten moment. Cały świat zamilkł, a piłkarze z Tucuman jakby przestraszeni tym co przed chwilą uczynili, bardzo nieśmiało okazywali radość z gola. River prowadziło, co oznaczało, że zdoła wyprzedzić nas w tabeli.**

Trwała już druga połowa, gdy niejaki Claudio Benetti, debiutująca z powodu kontuzji starszych kolegów "piątka" z drużyny młodzieżowej, prawą stroną przedarł się na pole karne gości. Minął kilku przyglądających się mu tucumanos, po czym strzelił z całych sił. Byliśmy mistrzami. Hałas był doprawdy piekielny, a dzieciak fetował bramkę wspięty wysoko na otaczający boisko płot.

Później wielokrotnie rozmyślałem o tym momencie jego życia. Gdy z pewnością wydawało mu się, że zapewnił sobie wstęp do nowego świata, że zostanie idolem La12, że od teraz wszystko się ułoży. Benetti nie rozegrał w barwach Boca nawet dziesięciu spotkań. Bardzo szybko, i pewnie zbyt łatwo, przekonał się, że były to złudzenia. Sądzę, że taki "moment Benettiego" przydarza się każdemu z nas. Prędzej czy później. W mniej lub bardziej brutalny sposób.

Pech Benettiego był tak duży, że nie mógł nawet nasycić się swoim momentem chwały. Tuż przed końcowym gwizdkiem silnie kopnięta piłka trafiła go w oko.*** Zawody zakończył z wstrząśnieniem mózgu w szpitalu Argerich. Następnego dnia dzieciak nie mógł się nadziwić dlaczego tylu ludzi go obejmuje i pozdrawia. Dopiero jeden z lekarzy wyjaśnił mu, że dzięki jego bramce Boca zostało mistrzem. Prawdopodobnie przez resztę życia Benetti będzie wspominał tę chwilę, której początkowo nawet nie pamiętał.

Koniec

* Był to Ricardo Solbes. Otwierające drogę do bramki podanie wykonał Raul Roldan. Ewidentnie zaspali przy nim Juan Simon i Luis Medero. Strzał nie był najwyższej jakości, gdyż Solbes uderzył piłkę... kostką.

** Mecz Argentinos Juniors - River Plate (rozgrywany na stadionie Ferro Carril Oeste) z powodu zamieszek rozpoczął się z opóźnieniem, już przy stanie 0 - 1 dla San Martin. Potem River rzeczywiście prowadziło, co dawało mu mistrzostwo, ale sytuacja była na tyle groźna, że po 45 min. arbiter przerwał grę. Drugą połowę dograno znacznie później. Ostatecznie padł remis 1 - 1, który dla losów tytuł był już bez znaczenia.

*** Autorem owego nieszczęśliwego pelotazo był pomocnik San Martin Oscar Acosta.

Wszystko to wyglądało tak:

16:02, sergiuszbober
Link Komentarze (6) »
sobota, 11 lipca 2009
Mono Montoya zakończył karierę

Jak informują dzisiaj argentyńskie media, w wieku 42 lat karierę postanowił zakończyć bramkarz Carlos Navarro Montoya. Postać to niewątpliwie wybitna, by nie rzecz legendarna. Sądzę, że popularny Mono najmocniej zapadł w pamięć kibicom Boca Juniors, bowiem był członkiem drużyny, która po 11 latach posuchy ponownie sięgnęła po mistrzostwo Argentyny, wygrywając Torneo Apertura 1992.

Szczegółowe informacje na temat przebiegu kariery naszego bohatera znaleźć można dzisiaj z łatwością. Ja, korzystając z okazji, chciałbym przypomnieć własnie owo historyczne mistrzostwo Boca. W tym celu proponuję lekturę fragmentu znakomitej książki Boquita pióra Martina Caparrosa w moim nieprofesjonalnym przekładzie (niektóre wydania mają także podtytuł Un viaje por la pasion bostera; korzystałem z wydania drugiego z 2005 r.; str. 178 - 179). Dzisiaj część pierwsza, w której m. in. pojawia się Mono, jutro reszta. Od siebie dodałem kilka przypisów.

Oddajmy głos autorowi:

W jedną z październikowych niedziel 1992 roku wybrałem się ze znajomym na La Bombonerę, by obejrzeć spotkanie Boca - River. Przyszliśmy na stadion na długo przed meczem. Mimo to trybuna z miejscami stojącymi była już pełna. By przejść musieliśmy sporo napracować się łokciami. Zdobycie kawałka przestrzeni życiowej naprawdę nie było łatwe. W końcu zdołałem oprzeć stopy o krawędź schodka. Reszta mojego ciała, ściśnięta wśród innych ciał, zawisła w powietrzu. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że do rozpoczęcia gry pozostały jeszcze trzy godziny. W tej pozycji miałem spędzić ich kolejne pięć. Miałem wtedy już ponad trzydziestkę i powątpiewałem, czy dam radę. Poza tym, czy to miało w ogóle sens? Wybór trybuny stojącej to kwestia wieku lub klasy społecznej. Często oba czynniki się łączą - zasadniczo młodzież mniej uboga robi dokładnie to co młodzież biedna, ale kończy z tym gdy dorasta. W każdym razie to nie było już dla mnie.

Gdy Manteca Martinez strzelił swojego pierwszego w karierze gola River,* ludzka lawina ruszyła w dół.** Za chwilę było jeszcze gorzej. Prowadzący zawody sędzia Loustau podyktował dla gości karnego z kapelusza. Jednak Mono Navarro Montoya dzięki spektakularnej paradzie zdołał powstrzymać Hernana Diaza. Wygraliśmy 1 - 0. Po ostatnim gwizdku na trybunie nie można było wytrzymać. Choć do końca rozgrywek pozostawało jeszcze kilka kolejek, wydawało się, że w końcu sięgniemy po tytuł.***

Maestro Tabarez był spokojnym Urugwajczykiem, który potrafił stworzyć drużynę nie dysponując oszałamiającymi nazwiskami.**** Zacznijmy od Mono Navarro Montoyi, który bronił dosłownie wszystko. Przez 825 minut pozostawał niepokonany, co jest najlepszym wynikiem w historii Boca. Dalej mamy twardzieli, współautorów tego rekordu: Sonorę, Simona, Giuntiniego i MacAllistera. Nieustępliwego Giuntę. Umiejętnie rozdzielającego piłkę Villarreala. Kreatywnych Chino Tapię i Beto Marcico. Wreszcie z przodu Mantecę Martineza i Paragwajczyka Cabanasa.

Do ostatniej kolejki Boca przystępowało z dwoma punktami przewagi nad River. Zadanie wydawało się łatwe - mecz u siebie z San Martin de Tucuman.

c.d.n.

* Urugwajczyk Sergio Manteca Martinez przyszedł do Boca argentyńską zimą 1992 roku z Defensor Sporting. Zadebiutował 9 sierpnia w meczu z Deportivo Mandiyu.

** Chodzi o świętowanie gola przez kibiców, polegające na zbiegnięciu całego sektora ku ogrodzeniu boiska.

*** Była to 10 kolejka Torneo Apertura 1992. W poprzednich 9 spotkaniach Xeneizes pięciokrotnie wygrywali (z Belgrano, Velez Sarsfield, Lanus, San Lorenzo i Argentinos Juniors) i cztertokrotnie remisowali (z Deportivo Mandiyu, Talleres, Huracan i Ferro Carril Oeste).

**** Ów maestro to oczywiście słynny urugwajski trener Oscar Washington Tabarez.

18:28, sergiuszbober
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 lipca 2009
Czwartek w kilku punktach

1. Zdjęcie dnia. Tutaj nie może być wątpliwości. Barack Obama prezentujący koszulkę reprezentacji Brazylii otrzymaną od Luli deklasuje wszystkich rywali.

Fot. Haraz N. Ghanbari AP

To epokowe wydarzenie miało miejsce podczas odbywającego się we włoskiej L'Aquili szczytu G8. Obamie bardzo spodobał się prezent. Choć sam najchętniej gra w koszykówkę, to z piłką nożną też ma coś wspólnego - to podobno ulubiony sport jego córek Malii i Sashy. Po obowiązkowym pozowaniu fotoreporterom, obaj prezydenci ucięli sobie krótką pogawendkę na temat niedawnego meczu Brazylia - USA (finał Pucharu Konfederacji). Obama, w iście amerykańskim stylu, miał stwierdzić, że reprezentacja jego kraju już nigdy nie roztrwoni w meczu z Canarinhos przewagi dwóch bramek... Później tematy były już raczej poważne: zamach stanu w Hondurasie, ostatnie wydarzenia w Iranie, kryzys ekonomiczny oraz globalne ocieplenie.

Dla uważnych obserwatorów: na zdjęciu wyraźnie widać, że Luli brakuje małego palca lewej dłoni. Brazylijski prezydent-robotnik stracił go wiele lat temu obsługując prasę hydrauliczną w fabryce Alianca.

2. Przegrany dnia (a w zasadzie przegrany półrocza) - Internacional Porto Alegre. Rok stulecia klubu miał być dla gauchos pasmem bezprecedensowych sukcesów. Zaczął się zgodnie z planem, od zwycięstwa w mistrzostwach stanu Rio Grande do Sul. Nieoczekiwanie na tym się skończyło. Corinthians okazał się lepszy w finale Pucharu Brazylii, a Liga Deportiva Universitaria de Quito spokojnie poradziła sobie z Colorado w rywalizacji o Superpuchar Ameryki Południowej. Wczoraj ekwadorski zespół rozbił Inter aż 3 - 0. Wyższość gospodarzy była na tyle bezdyskusyjna, że w Brazylii nie próbowano nadużywać tradycyjnego przy okazji takich meczów usprawiedliwienia, czyli gry na dużej wysokości. Zresztą gracze LDU byli lepsi także w pierwszej potyczce rozegranej na nizinach...

Co więcej, na długo z boiskiem pożegnać może się lider zespołu Andres D'Alessandro, którego poniosły nerwy w drugim meczu z Timao. Sędzia Ricardo Marques Ribeiro w swoim pomeczowym raporcie szczegółowo opisał zakończony powodzeniem atak Argentyńczyka na Cristiana i następnie kilkukrotne próby uderzenia Williama. W grę wchodzi więc zastosowanie artykułów 157 i 253 Código Brasileiro de Justiça Desportiva. W najgorszym wypadku D'Alessandro grozi więc dyskwalifikacja na 810 dni! Prawnik Interu Daniel Cravo stwierdził, że pomimo wielokrotnej analizy zapisu wideo nie dostrzegł kopnięcia Cristiana, a zachowanie wobec Williama nosiło jego zdaniem raczej znamiona prowokacji niż usiłowania.

Sądzę, że maksymalny wymiar kary raczej nie wchodzi w grę, ale konsekwencje prawdopodobnie i tak będą dotkliwe. Sprawa byłego piłkarza River Plate zostanie rozpatrzona przed Superior Tribunal de Justiça Desportiva w najbliższy poniedziałek.

3. Bohater dnia: Aldo Visconti. Tutaj także nie może być wątpliwości. Dzięki trzem bramkom wychowanka skromnego klubiku Policiales z prowincji Chaco, Atletico Rafaela jest o krok od awansu do argentyńskiej pierwszej ligi. Wystarczy tylko nie stracić głowy w rewanżowym barażu z Gimnasia y Esgrima de La Plata. Visconti trafił do klubu z prowincji Cordoba w grudniu 2008 roku z Aldosivi Mar del Plata. Jego zadaniem miało być strzelanie goli. Plan nie do końca się powiódł, bowiem w 18 spotkaniach chaqueno trafił tylko trzykrotnie. Mimo to zaskarbił sobie sympatię kibiców nieprawdopodobną wolą walki, zaangażowaniem i odwagą (to jeden z tych piłkarzy, którzy nigdy nie odstawiają nogi). Wczoraj pieknie odwdzięczył się za zaufanie:

PS Właśnie się zorientowałem, że Futbolin dorobiło się w ostatnim czasie bloxowego kolestwa zafascynowanego futbolem z drugiej półkuli. Rzecz nosi prostą, acz wiele mówiącą nazwę Brasileirao. Miłej lektury!

12:02, sergiuszbober
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49