Piłka nożna w Ameryce Łacińskiej. Argentyna, Brazylia, Kolumbia etc. Uwagi, analizy, komentarze, także konteksty pozasportowe.
Creative Commons License

BloGalaxia

Blogi Sportowe





RSS
piątek, 19 grudnia 2008
Bóg uspokaja, rozum się buntuje...

1. Już jutro druga odsłona dodatkowej rywalizacji o mistrzostwo Turnieju Otwarcia ligi argentyńskiej. San Lorenzo opromienione środowym zwycięstwem w meczu z Tigre, zmierzy się z Boca Juniors.

Faworyta wskazać trudno.

Jeśli jednak ktoś jest człowiekiem żarliwej wiary i zarazem kibicem Boca, może być spokojny. Kilka dni temu głos zabrał sam Bóg (D10S), chwilowo m. in. zajmujący się prowadzeniem reprezentacji Argentyny. Diego Maradona najpierw stwierdził, że mistrzostwo zdobędzie Tigre, ale chwilę później się zreflektował. Zadumał się nad formatem dodatkowych gier i wskazał na Boca.

Jeśli jednak, drogi kibicu Boca, nie po drodze Ci z lokatorami niebios, masz prawo być bardzo zaniepokojony. Otóż jedyny zespół pierwszoligowy, z którym Xeneizes mają ujemny bilans gier to właśnie San Lorenzo. Twoi ulubieńcy wypadają lepiej w rywalizacji z River Plate, Independiente, Racingiem, Estudiantes i innymi. Tylko Ciclon posiada jakąś tajemną recepturę, która w 170 spotkaniach pozwoliła mu na pokonanie Boca 66 razy, przy 58 porażkach. Dla uspokojenia dodam, że kilka tygodni temu górą byli Xeneizes, działo się to jednak na La Bombonera, a najbliższy mecz rozegrany zostanie przecież na neutralnym gruncie...

Dobry psychologiczny ruch przed sobotnią potyczką wykonał lider Boca (przez część kibiców też uważany z Boga) Juan Roman Riquelme. Mocno wychwalał wczoraj niedoświadczonego bramkarza Javiera Garcię. Według Romy'ego to dzięki zastępcy Mauricio Caranty Xeneizes wciąż są w grze o tytył. Ponadto Riquelme wziął na siebie winę za utratę drugiego gola w ostatnim spotkaniu z Colon. Akurat takiego wsparcia dla Garcii nigdy za wiele, bo pod jego bramką może być jutro bardzo gorąco.

2. Tansfery, transfery...

Niesamowity jest bilans zakupów Sao Paulo, które zaledwie dwa tygodnie temu zdobyło trzeci z rzędu tytuł mistrza Brazylii i szykuje się do walki o czwarte w historii klubu Copa Libertadores. Już teraz klub z Morumbi zapewnił sobie usługi pokaźnej grupy piłkarzy powszechnie uchodzących za bardzo dobrych: króla ligowych strzelców Washingtona z Fluminense (snajper wybitny, choć już 33-letni; w kończącym się roku kilkukrotnie pognębił właśnie Sao Paulo), defensywnego pomocnika Eduardo Costy (kiedyś w Bordeaux, Marsylii, Espanyolu i Gremio; kilka razy zagrał także dla Canarinhos), lewego obrońcy Juniora Cesara z Fluminense (Sampa ubiegła tajemniczego kupca z Niemiec oraz lokalnego rywala Palmeiras), prawego obrońcy Wagnera Diniza z Vasco (wysoko w rankingu Bola de Prata 2008) i stopera Renato Silvy z Botafogo (kiedyś zdyskwalifikowany za palenie marihuany; znakomity ostatni rok - podobno zainteresowane było nim Schalke). Lista robi wrażenie, ale warto pamiętać, że zeszłoroczne, także bardzo głośne, transfery (Joilson, Jancarlos, Juninho, Adriano, Fabio Santos, Andre Lima), nie przyniosły pożądanych rezultatów. Zresztą klub musi liczyć się także ze stratami. Podobno Lazio dopina zakup znakomitego defensora Mirandy, a inne kluby europejskie mocno zainteresowane są także napastnikiem Borgesem i wybitnie zdolnym pomocnikiem Hernanesem. Mocno niepewne jest także przedłużenie wypożyczenia środkowego obrońcy Rodrigo z Dynama Kijów.

Argentyński napastnik Mariano Campodonico (znany m. in. z wystepów w Banfield, Belgrano Cordoba, czy ekwadorskich Aucas i Deportivo Quito) przechodzi z paragwajskiego Cerro Porteno do drugoligowca Aldosivi Mar del Plata. Nie jest to transfer elektryzujący masy, ale wiąże się z nim ciekawostka. W nowym zespole Campodonico spotka bowiem swego brata Pablo (ex Temperley, Sarmiento de Junin i Platense), który jest bramkarzem. Dla poszukiwaczy takich smaczków to kolejna pozycja do listy piłkarskich rodzin...

Dwa dosyć ciekawe zakupy poczyniło Rosario Central. Najpierw z meksykańskiego Monterrey pozyskano urugwajskiego napastnika Gonzalo Choy Gonzaleza, który swego czasu całkiem nieźle prezentował się w Gimnasia y Esgrima de La Plata oraz w Argentinos Juniors. Teraz dołącza do niego doświadczony defensywny pomocnik Hugo Barrientos, któremu skończył się kontrakt z Huracanem. Canallas bardzo potrzebują świeżej krwi, bo czeka ich mordercza walka o utrzymanie.

14:33, sergiuszbober
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 grudnia 2008
Pierwsze koty za płoty dla San Lorenzo

Zaczęło się.

Wczoraj na stadionie Velezu Sarsfield San Lorenzo zrobiło spory krok ku mistrzostwu Argentyny, dzięki wygranej 2 - 1 z Tigre.

W pierwszej połowie Ciclon uderzył w drużynę Diego Cagnii z wściekłością najstraszliwszych huraganów. Najbardziej niszczycielskie podmuchy zarejestrowano w 18 i 20 minucie. Najpierw akcję Santiago Solariego wykończył najlepszy na boisku Pitu Barrientos, a chwilę później jego podanie na bramkę zamienił Gonzalo Bergessio. Tigre nie potrafiło otrząsnąc się po tych dotkliwych ciosach do końca pierwszej połowy, a podopieczni Miguela Angela Russo mogli spokojnie dołożyć jeszcze kilka goli i sprawę ostatecznie zamknąć.

W drugich 45 miutach San Lorenzo zagrało bardziej cofnięte, licząc na wyprowadzenie skutecznych kontr. Tigre nacierało, ale bez specjalnego błysku. Więcej zaczęło się dziać od 75 min., kiedy to kontaktową bramkę zdobył uderzeniem głową Leandro Lazzaro (dośrodkowywał Sebastian Rusculleda). Tygrys poczuł krew i natarł z większą siłą, ale San Lorenzo bardzo dobrze się broniło, szczególnie za sprawą Gastona Aguirre i Nicolasa Bianchi Arce. Zresztą Tigre nie mogło być zupełnie spokojne o swoje tyły, bo niemal przez całą drugą połowę uwagę obrońców zaprzątał grający dobre zawody Bergessio (w końcówce zmienił go Cristian Chavez).

Ostatnie minuty spotkania były dosyć nerwowe za sprawą sędziego Saula Laverniego. W polu karnym Tigre bramkarz Daniel Islas bardzo ostro potraktował Barrientosa. Arbiter, po konsultacji z sędzią liniowym, wyrzucił Islasa z boiska, ale nie podyktował dla Ciclon rzutu karnego, błędnie sądząc, że w momencie zajścia piłka była już poza boiskiem. Zresztą znacznie wcześniej w polu karnym ewidentnie faulowany był Bergessio, czego Laverni także nie zauważył...

Zwycięstwo mogło więc być bardziej okazałe, ale jeśli San Lorenzo pokona w sobotę Boca, nikt nie będzie pamiętał o niepodyktowanych "jedenastkach".

PS Gratulacje do Lecha. Tym bardziej, że do awansu przyczynili się Latynosi. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, będzie to pierwszy wiosenny występ polskiej drużyny w europejskich pucharach od czasu powstania Futbolin (sierpień 2005). Czy ktoś może mi powiedzieć co się dzieje z podobno bajecznie utalentowanym Peruwiańczykiem Andersonem Cueto i czy to prawda, że Manuel Arboleda może kiedyś zagrać w reprezentacji Polski?

10:54, sergiuszbober
Link Komentarze (2) »
środa, 17 grudnia 2008
Bezcenny Edno

Kilka miesięcy temu wspominałem o niejakim Edno, który swego czasu grał w krakowskiej Wiśle. Sygnalizowałem, że ładnie się rozwinął i został jedną z wiodących postaci Portuguesy, beniaminka brazylijskiej pierwszej ligi.

Dzisiaj wracam do tematu, bo choć Portuguesa nie zdołała się utrzymać w ligowej elicie, to Edno ma wiele powodów do dumy: zagrał w 36 spotkaniach (na 38), w których zdobył 9 bramek. To w dużej mierze dzięki niemu, napastnikowi Jonasowi oraz prawemu obrońcy Patricio Lusa tak dzielnie broniła się przed degradacją.

Poza bywalcami stadionu Caninde występy Edno docenili także niezależni eksperci. W prestiżowym rankingu Bola de Prata magazynu Placar wśród rozgrywających były "wiślak" zajął 4 miejsce! Wyprzedzili go wyłącznie liderzy zespołów ze ścisłej czołówki (Tcheco z Gremio i Wagner z Cruzeiro) oraz opromieniony triumfem w Copa Sudamericana reprezentant Brazylii Alex z Interu. Z kolei za Edno znaleźli się m. in. Ibson z Flamengo, Hugo z mistrzowskiego Sao Paulo, Argentyńczyk Dario Conca z Fluminense, Lucio Flavio z Botafogo, czy Diego Souza z Palmeiras. Lokata Edno robi tym większe wrażenie, że wszyscy wymienieni piłkarze to zawodnicy drużyn z górnej połowy ligowej tabeli. 

Tuż po zakończeniu rozgrywek w siedzibie Portuguesy rozdzwoniły się telefony, a po jej najlepszego piłkarza ustawiła się niecodzienna kolejka. Otóż Edno zapragneli mieć wśród swoich podopiecznych trenerzy Mauricy Ramalho (trzecie z rzędu mistrzostwo z Sao Paulo), Celso Roth (wicemistrzostwo z Gremio) oraz Adilson Batista (z Cruzeiro zajął w Brasileirao 3 miejsce). Najbardziej zdeterminowane było Sao Paulo, które oprócz odstępnego przedstawiło Portuguesie listę ośmiu piłkarzy, spośród których trzech dowolnych było gotowe wypożyczyć oraz opłacać ich pensje. 

Nawet tak hojna propozycja nie zrobiła wrażenia na prezesie Lusy Luisie Iauce, który oznajmił, że Edno zostaje w klubie, by powrócić z nim do pierwszej ligi, chyba że zainteresowany jego usługami będzie jakiś zamożny kupiec zagraniczny. W ten sposób jeden z najlepszych rozgrywających Brasileirao został pozbawiony szansy wystąpienia w Copa Libertadores 2009.

Tak więc kiedyś odprawiony z Wisły Edno stał się obiektem pożądania najlepszych Brazylijskich klubów, a Portuguesa, w której się wypromował, upatruje w nim zbawcy, zdolnego poprowadzić klub do sukcesów w 2009 roku.

Teraz podstawowe pytanie: polska liga taka mocna, czy brazylijska taka słaba?

Swoją drogą ciekawe czy ktoś przy Reymonta jest świadomy tego jak potoczyła sie kariera Edno i czy choć troszkę żałuje, że parę lat temu zabrakło cierpliwości...

13:03, sergiuszbober
Link Komentarze (1) »
wtorek, 16 grudnia 2008
Najlepsi sportowcy Argentyny 2008

W dniu wczorajszym przyznane zostały doroczne nagrody sportowe dziennika Clarin z Buenos Aires. Jak przystało na jedną z najbardziej poczytnych argentyńskich gazet o imprezie dyskutowano nad La Platą cały dzień, a transmisję na żywo przeprowadziła telewizja TN Noticias. 

Warto zerknąć, kogo wyróżnił specjalny panel ekspercki, w którego skład weszły tak znakomite postaci jak Antonio Rattín, Carlos Raffaelli, Marcelo Garraffo, José Froilán González, Roberto Perfumo, Noemí Simonetto, Horacio Accavallo, Amadeo Carrizo, Roberto de Vicenzo, Luis Nicolao, Guillermo Vilas, Daniel Castellani, Norberto Alonso i Hugo Porta.

Laur najwybitniejszej postaci argentyńskiego swiata sportu w roku 2008 przypadł słynnej hokeistce na trawie Lucianie Aymar. W tym roku popularna Lucha została po raz piąty z rzędu wybrana zawodniczką roku przez Międzynarodową Federację Hokeja na Trawie, a na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie wywalczyła z Las Leonas trzecie miejsce. Urodzona w Rosario Aymar powszechnie uważana jest za najlepszą zawodniczkę w historii tej dyscypliny sportu. Oczywiście przypadła jej także nagroda w odrębnej kategorii "Hokej".

Żródło fotografii: www.worldockey.org

W kategoriach piłkarskich Juan Roman Riquelme uznany został piłkarzem roku 2008 spośród zawodników występujących w Argentynie, a Lionel Messi wśród grających poza granicami kraju. Riquelme nie miał według mnie godnych rywali. Był kapitanem złotej jedenastki olimpijskiej, wygrał z Boca Superpuchar Ameryki Południowej, w ostatnich miesiącach niemal w pojedynkę pozwolił pozostać Xeneizes w grze o tytuł mistrza Torneo Apertura. Messi to oczywiście także złoty medalista z Pekinu i jeden z liderów odrodzonej pod okiem Josepa Guardioli Barcelony. Może gdyby formę z pierwszej połowy roku utrzymał Carlos Tevez, aKun Aguero  wygrał coś konkretnego z Atletico rywalizacja byłaby w tej kategorii bardziej zacięta...

Oto wyróżnieni w innych dyscyplinach:

Odkrycie roku: Victoria Tanco (golf)

Lekkoatletyka: Germán Lauro (pchnięcie kulą)

Sporty motorowe: Guillermo Ortelli (wielokrotny mistrz argentyny w kilku kategoriach)

Koszykówka: Luis Scola (skrzydłowy Houston Rockets z NBA)

Boks: Hugo Garay (mistrz świata WBA w kategorii półciężkiej)

Golf: Eduardo Romero (od lat w światowej czołówce)

Pływanie: Andrés González

Polo: Facundo Pieres (najlepszy zawodnik zespołu La Ellerstina, tegorocznego triumfatora Campeonato Argentino Abierto de Polo)

Rugby: Juan Martín Hernández (świetny zarówno w reprezentacji, jak i w Stade Francais)

Tenis: Juan Martín del Potro (w tym roku trafił do pierwszej dziesiątki rankingu ATP)

Siatkówka: Nicolás Uriarte (jeden z najwybitniejszych graczy młodego pokolenia)

W zeszłym roku tytuł najlepszego sportowca otrzymał tenisista David Nalbandian, a w ulubionych kategoriach Futbolin zwyciężyli ci sami panowie, co wczoraj...

PS Dziekuję wszystkim, którzy wytypowali mistrza Torneo Apertura 2008. Oddanych zostało 88 głosów (to i tak dużo więcej niż oczekiwałem), najwięcej na Boca Juniors. Ja sam też zagłosowałem na Boca, ale zgadzam się z Xenezie, że czymś fantastycznym i przy tym zasłużonym byłby tytuł dla Tigre.  

12:46, sergiuszbober
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Apertura 2008. Sondaż.

Skoro mamy w Argentynie tak niesamowitą końcówkę sezonu (patrz poprzednia notka), to może zabawimy się w typowanie. Serdecznie zapraszam.

Pewnie to zbędne, ale na wszelki wypadek podpowiem, że aby zagłosować należy zaznaczyć wybraną drużynę i następnie kliknąć "vote". By obejrzeć dotychczas oddane głosy, wystarczy kliknąć "result".

Miłośnicy latynoamerykańskiego futbolu, liczę na Was! :)

13:42, sergiuszbober
Link Komentarze (10) »
Argentyna: Hitchcock się chowa!

W lidze argentyńskiej dzieją się ostatnio rzeczy niesamowite.

Najpierw przez długi czas wydawało się, że rozgrywki niemal bez wysiłku wygra San Lorenzo.

Potem, po tygodniach okupionej niesamowitym wysiłkiem pogoni, tytuł na wyciągnięcie ręki miało Boca Juniors.

Wreszcie przez cały turniej niezwykle regularnie grało pozstające w cieniu Tigre, które pokonało i Ciclon (1 - 0) i Xeneizes (3 - 2).

Po 18 kolejkach cała trójka zgromadziła po 36 punktów, a szanse na tytuł miało jeszcze zajmujące czwartą lokatę Lanus!

Wczoraj, w decydującej kolejce (w Argentynie rozgrywane są tzw. krótkie turnieje), było tak:

San Lorenzo wygrało na wyjeździe z Argentinos Juniors 1 - 0 dzięki bramce Gonzalo Bergessio.

Tigre zwyciężyło 1 - 0 Banfield. Autorem gola było piłkarz będacy największą gwiazdą sezonu - Martin Morel.

Boca, na La Bombonera, pokonało po pasjonującym spotkaniu 3 - 2 Colon Santa Fe. Xeneizes prowadzili już 3 - 0 (dwa gole Luciano Figueroi, jeden niesamowitego w ostatnich tygodniach Juana Romana Riquelme), po czym dali sobie strzelić dwie bramki i straszliwie się namęczyli, by zwycięstwo dowieźć do końca.

Źródło fotografii: www.elgrafico.com.ar

Efekt powyższego?

Regulamin jest precyzyjny. Skoro kandydaci do tytułu zgromadzili równą liczę punktów potrzebny jest dodatkowy mecz (tak było kilka lat temu, gdy dodatkowe spotkanie rozegrały ekipy Boca i Estudiantes). A jeśli jest ich trzech? Gramy dodatkowy miniturniej. Każdy z każdym jeden raz na neutralnym boisku.

Wszystko zacznie się w najbliższą środę. 

Tigre i San Lorenzo zagrają na stadionie Velezu Sarsfield.

W sobotę Boca zmierzy się z San Lorenzo na boisku Racingu.

Turniej zakończy się we wtorek na tym samym obiekcie spotkaniem Xeneizes z Tigre.

Fajne są te wszystkie Ligi Mistrzów, Premiershipy, czy mecze Barcy z Realem, ale chwilowo największe emocje piłkarskie są nieco dalej na zachód...

PS Do tej pory podobny turniej trzech drużyn odbył się tylko raz w 1968 roku. Wówczas w "dogrywce" Campeonato Nacional Velez Sarsfield zostawił w pobitym polu Racing i River Plate.

PS1 Jeśli jesteśmy przy River, to koniecznie trzeba nadmienić, że broniący mistrzostwa Millonarios zakończyli Aperturę na ...ostatnim miejscu. 

PS2 We wczorajszych wyborach nowych władz Newell's Old Boys Rosario zwyciężyła lista Guillermo Lorente. Tym samym kończą się kontrowersyjne czternastoletnie rządy Eduardo Lopeza. Może brzmi to nieco górnolotnie, ale dobrze się stało, że demokracja zatrumfowała nad czystej wody caudillismo

11:06, sergiuszbober
Link Komentarze (3) »
środa, 26 listopada 2008
Sędziowska pomyłka roku

Tylko w taki sposób określić można sobotnią decyzję arbitra Carlosa Aguirregaraya i jego asystenta Daniela Olivery, podjętą podczas spotkania Fenix Montevideo - Durazno rozegranego w ramach 11 kolejki urugwajskiej drugiej ligi.

Konsekwencje ich pomyłki są tym bardziej poważne, że na Estadio Parque Capurro spotkali się lider i wicelider drugoligowych rozgrywek...

Ale do rzeczy.

W 54 minucie meczu, przy stanie 2 - 1 dla gospodarzy, Aguirregaray podyktował "jedenastkę" dla ekipy z Durazno. Do piłki podszedł doświadczony argentyński napastnik Daniel Tilger. Strzegącemu bramki Fenixa Javierovi Irazunowi nie dał żadnych szans, posyłając piłkę z dużą siłą w prawy róg. Sędzia wskazał na środek boiska, a piłkarze gości rozpoczęli taniec radości.

W międzyczasie Irazun podbiegł do liniowego Olivery, podnosząc, że piłka nie ugrzęzła w siatce, a przeleciała obok bramki. Chwilę później odbyły się krótkie sędziowskie konsultacje, po których Aguirregaray anulował gola i nakazał piłarzom Durazno wykonanie rzutu rożnego!

Skąd zamieszanie?

Otóż uderzona przez Tilgera piłka, wyleciała z bramki przez dziurę w niesolidnie założonej siatce.

Aguirregaray widział gola, ale w obliczu wersji Olivery, który "widział" jak Irazun wybija piłkę na róg, nie był już do końca pewny swoich racji...


Mecz zakończył się rezultatem 3 - 2 dla gospodarzy, którzy kończyli spotkanie w dziewięciu. Drugi gol dla Durazno padł po ...skutecznie wykonanym przez Tilgera rzucie karnym. Tym razem piłka ugrzęzła w siatce, wobec czego sędziowie nie mieli wątpliwości.

Wczoraj Aguirregaray publicznie przeprosił piłkarzy i kibiców Durazno za pomyłkę. Dodał, że za każdym razem gdy odtwarzał zapis wideo "pragnął umrzeć", tak bardzo było mu wstyd.

W sumie godny pochwały przykład cywilnej odwagi, ale sędziowskie poczucie winy nie zwróci przecież poszkodowanym straconych punktów.

Po raz kolejny wyrywa się z piersi okrzyk: Kiedy wreszcie doczekamy się możliwości analizy przez arbitrów telewizyjnego zapisu?

16:10, sergiuszbober
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 listopada 2008
Boca coraz bliżej, ale wciąż daleko

Dzięki wczorajszej wygranej 2 - 1 w Tucuman z miejscowym San Martin, piłkarze Boca Juniors z przewagą dwóch punktów nad grupą pościgową prowadzą w argentyńskim Torneo Apertura. Do końca rozgrywek pozostały trzy kolejki.

Podczas weekendu Boca "pomogli" bezpośredni rywale do tytułu. W sobotę przegrało San Lorenzo (1 - 3 z także będącym w czołówce Lanus) i Tigre (1 - 3 z Estudiantes opromienionym awansem do finału Copa Sudamerciana).

Dlaczego coraz bliżej?

Boca sprzyja terminarz. Dwa spośród ostatnich spotkań rozegra na La Bombonera. Co więcej, rywale to ligowi średniacy - Racing i Colon. Jedyny wyjazd to wyprawa do pobliskiej La Platy na mecz z Gimnasia y Esgrima.

Dlaczego wciąż daleko?

Gdyby kierować się wyłącznie statystyką, możnaby stwierdzić, że Xeneizes grają ostatnio znakomicie. Od czasu przegranej z Estudiantes w 9 kolejce, piłkarze Carlosa Ischii odnotowali 6 zwycięstw i tylko jedną porażkę (tydzień temu u siebie z Velez Sarsfield).

Jeśli jednak temu triumfalnemu pochodowi przyjrzeć sie nieco uważniej, pojawiają się wątpliwości. Prawie wszystkie z wspomnianych zwycięstw zostały rywalom niemal dosłownie wyrwane z gardeł, często w szczęśliwych okolicznościach, czy dzięki sędziowskim pomyłkom.  

Tak było m. in. wczoraj, gdyż arbiter Carlos Maglio mógł w drugiej połowie spokojnie podyktować dwa rzuty karne dla gospodarzy (faule Sebastiana Battaglii na Gustavo Ibanezie i, w końcówce, Pabla Mouche na Perezie Castro). Co prawda Maglio z tylko sobie znanych przyczyn wyrzucił z boiska Jesusa Datolo z Boca, ale w sumie bardziej poszkodowani przez jego pomyłki byli gospodarze. Szczęście było przy Xeneizes także wtedy, gdy Gerardo Solana trafił z wolnego w poprzeczkę.

Poniższą krótką relację z tego spotkania warto obejrzeć z kilku powodów.

1. Niewykorzystanego przez Juana Romana Riquelme rzutu karnego.

2. Cudownego gola dla gospodarzy strzelonego przez Raula Saavedrę.

3. Nie mniej urodziwej bramki Luciano Figueroi dla Boca, po wyśmienitym dograniu Riquelme. To pierwszy gol Lucho dla nowego klubu.

Wracając do szans Boca na tytuł, oprócz terminarza otuchą może z pewnością napawać niezła gra napastników. Wczoraj Figueroa i młody Lucas Viatri (jego gol z pierwszej połowy był 7 w 14 spotkaniach) z minuty na minutę współpracowali coraz lepiej. Poza tym widać, że lubią się także poza boiskiem, a to rzecz nie bez znaczenia. Nieobecność kontuzjowanych Martina Palermo i Rodrigo Palacio jest oczywiście odczuwalna, ale sytuacja wydaje się byc pod kontrolą.

Gorzej mistrzowskim aspiracjom wróży postawa obrońców. Wczoraj mnóstwo miejsca pozostawiali gościom grający po bokach Hugo Ibarra i Paragwajczyk Claudio Morel Rodriguez. W trzech ostatnich meczach młodym środkowym Facundo Roncaglii i Juanowi Forlinowi może sie nie udać naprawić wszystkich potknięć bardziej doświadczonych kolegów... 

Swego czasu dzięki mitycznej garra boquense piłkarze Boca nie grając pięknie, tłamsili rywali nie dając im żadnej nadziei na zwyciestwo. Obecnie to rywale często poniewierają Boca, ale wciąż bez pożądanego skutku.

Boca campeon?

11:11, sergiuszbober
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 listopada 2008
W starym kinie: Neto

Dzisiaj Neto, jeden z największych idoli torcidy Corinthians, najpopularniejszego klubu w Sao Paulo.

Człowiek odpowiedzialny za pierwszy w historii klubu tytuł mistrza kraju, wywalczony w 1990 roku. Tak, wywalczony, bo ówczesne Timao było zespołem zaprawionych w bojach walczaków, wśród których jedynym artystą był właśnie urodzony w Santo Antonio de Posse charyzmatyczny rozgrywający.

Treningi rozpoczał w Ponte Preta z miasta Campinas, by jeszcze jako junior przenieść się za miedzę do Guarani, wówczas jednej z najlepszych drużyn w Brazylii. Szybko, z metką "nowego Maradony" trafił do Sao Paulo, ale nie spełniwszy pokładanych w nim nadziei wrócił do ekipy ze stadionu Brinco de Ouro. Dojrzał, zmężniał, ustabilizował formę i tydzień w tydzień dawał do zrozumienia, że porównanie do wspaniałego Argentyńczyka było tylko trochę przesadzone. 

Cała Brazylia usłyszała o nim w 1988 roku, kiedy w pierwszym meczu finału mistrzostw stanu Sao Paulo strzelił poniższą bramkę ...Corinthians.

 
Miesięcznik Placar zamieścił wówczas na okładce zdjęcie tej akcji z podpisem "Golpe de mestre" ("Cios mistrza"), nawiązując w ten sposób do akrobacji piłkarza i dopatrując się w niej inspiracji poczynaniami mistrzów capoeiry. Ostatecznie w dwumeczu lepsi byli Corinthians, ale Neto znalazł się na liście życzeń trenera Palmeiras Emersona Leao.
 
W barwach Verdao radził sobie przeciętnie, jednak sporo było w tym winy szkoleniowca, uparcie wystawiającego Neto na pozycji lewoskrzydłowego. Wybawieniem stała się propozycja z Corinthians. Na Parque Sao Jorge wraz z nim powędrował obrońca Denys a w odwrotnym kierunku udali się Dida i Ribamar. Z perspektywy czasu widać wyraźnie jak marny interes ubili działacze Palmeiras.
 
Neto z miejsca stał się liderem drużyny, którą w krótkim czasie poprowadził do najwiekszego sukcesu w klubowej historii. Jak już wspomniano, u jego boku przeważali piłkarze może nie najwybitniejsi, ale gotowi rzucić się za biało-czarne barwy Coringao w ogień: bramkarz Ronaldo, środkowy obrońca Marcelo Djian, napastnik Dinei (wszyscy to wychowankowie klubu), defensywny pomocnik Marcio Bittencourt, uniwersalny Wilson Mano, czy snajper Tupazinho...

Mistrzowski sezon nie był dla Corinthians wcale łatwy. Regularną fazę rozgrywek gracze Timao ukończyli na ostatnim z miejsc premiowanych awansem do play-off. W decydujących spotkaniach, prowadzeni przez natchnionego Neto, dowiedli jednak swej wielkości, bijąc ówczesną śmietankę brazylijskiej ligi: Atletico Mineiro (najlepsze w fazie zasadniczej), Bahię (mistrz z 1988 roku) i w finale prowadzone przez wielkiego Tele Santanę Sao Paulo. Neto nie tylko w wybitny sposób dyrygował poczynaniami zespołu, ale także asystował przy bramkach kolegów (to po jego dośrodkowaniu z rzutu wolnego Wilson Mano celną główką zapewnił Timao wygraną w pierwszym meczu z Sampą) oraz strzelał je sam (Corinthians zdobył w play-off 6 goli, z czego dziełem Neto były trzy).

Niedługo później podopieczni Nelsinho Baptisty pokonali Flamengo w meczu o Superpuchar Brazylii, a losy spotkania rozstrzygnął oczywiście nasz dzisiejszy bohater.

I kolejna przewrotka. Tym razem z 1992 roku i wszystko na odwrót: Neto w koszulce Corinthians, ofiara: Guarani.

Corinthians opuścił w 1993 roku, po przegranej z Palmeiras w finale mistrzostw stanowych. Na pewien czas zakotwiczył w kolumbijskim Millonarios Bogota, potem trafił do FC Santos (jeden z niewielu piłkarzy, którzy zagrali we wszystkich klubach tzw. wielkiej czwórki stanu Sao Paulo), grywał też w Atletico Mineiro i skromnej Aracatubie. W 1996 roku powrócił do Corinthians by wywalczyć tytuł mistrza stanu, ale był już wówczas tylko rezerwowym...

Warto podkreślić, że przez pewien czas Neto stanowił także filar reprezentacji Brazylii. Niestety, grał w niej w wyjątkowo trudnym okresie, tuż po fatalnym mundialu we Włoszech. Zresztą wiele wskazywało na to, że Neto zostanie zabrany przez Sebastiao Lazaroniego na ten turniej, ale przeszkodził w tym jego trudny charakter (swego czasu został m. in. zdyskwalifikowany na 4 miesiące za oplucie arbitra). Dla Canarinhos zagrał 26 razy, strzelając 7 goli. Przygodę z reprezentacją zakończył po Copa America 1991 w Chile, kiedy to pomimo zajęcia drugiego miejsca zwolniony został jej szkoleniowiec, widzący w Neto lidera zespołu, Paulo Roberto Falcao.

Sądzę, że najmilszymi wspomnieniami słynnego Xodo da Fiel z okresu gry w narodowych barwach jest gol z nieoficjalnego meczu Brazylia - Reszta Świata, który rozegrany został na mediolańskim San Siro z okazji 50 urodzin Pelego. Zresztą w przerwie Neto zmienił własnie Króla Futbolu...Pewnie ciepło wspomina także olimpijskie srebro z Seulu wywalczone u boku Taffarela, Romario (po dośrodkowaniu Neto z rzutu rożnego zdobył gola w finale z ZSRR) i Bebeto.

Z zawodowym uprawianiem futbolu rozstał się w 1999 roku, w wieku 33 lat. Niestety, górę wzięły kłopoty ze stawem skokowym oraz toczona przez wiele lat z rozmaitym skutkiem walka z nadwagą.

W barwach Corinthians rozegrał 227 spotkań, w których strzelił 84 bramki.Wiele spośród nich dzięki mistrzowsko wykonywanym rzutom wolnym:

Dzisiaj Neto jest cenionym komentatorem telewizyjnym i radiowym. Co tydzień publikuje także felieton w sportowym dodatku do dziennika O Estado de Sao Paulo. Od kilkunastu dni z pewnością jest w niezłym humorze, bo jego Corinthians wraca tam gdzie jego miejsce, czyli do Brazylijskiej pierwszej ligi.

PS W przygotowaniu powyższego tekstu bardzo pomogły mi brazylijska Wikipedia oraz strona Miltona Nevesa.

14:01, sergiuszbober
Link Komentarze (5) »
piątek, 14 listopada 2008
Che Guevara też bywa na stadionie!

Bardzo ciekawą galerię znalazłem dzisiaj na stronie słynnego argentyńskiego miesięcznika "El Grafico". Tematem przewodnim jest obecność na stadionach motywu Ernesta Che Guevary.

Niezależnie od historycznych ocen tego urodzonego w Rosario (kibicował tamtejszemu Central) argentyńskiego podróznika, lekarza i, przede wszystkim, rewolucjonisty rzecz jest godna obejrzenia.

Na zachętę zamieszczam jedno z prezentowanych zdjęć. Oto Che z kolejką po bilet na mecz klubu Chacarita Juniors w tle.

Wybór zdjęcia nie jest przypadkowy. Popularni Funebreros powołani zostali bowiem do życia w 1906 roku w lokalu Argentyńskiej Partii Socjalistycznej w dzielnicy Buenos Aires Caballito. Klub do dzisiaj uchodzi za "ludowy", a jego kibice szczycą się czerwono-czarnymi barwami, miłymi dla oka wszystkich tych, którym po drodze z lewicą.

Pozostałe fotografie obejrzeć można tutaj. Zapraszam serdecznie, przypominając przy okazji, że świetne zdjęcia to znak firmowy "El Grafico", co przy wielu okazjach podkreślał wybitny znawca latynoskiego futbolu, redaktor Tomasz Wołek.

20:24, sergiuszbober
Link Dodaj komentarz »