Piłka nożna w Ameryce Łacińskiej. Argentyna, Brazylia, Kolumbia etc. Uwagi, analizy, komentarze, także konteksty pozasportowe.
Creative Commons License

BloGalaxia

Blogi Sportowe





RSS
wtorek, 19 stycznia 2010
Miejsce przeklęte

Chodzi oczywiście o Haiti, na temat którego słów - niekoniecznie sportowych - dzisiaj kilka...

1. Kilka dni temu natknąłem się na porażający rysunek południowoafrykańskiego grafika Jonathana Shapiro (szerzej znany jest pod pseudonimem Zapiro). Nie po raz pierwszy ten mistrz kreski w jednej ilustracji zdołał lapidarnie ująć bardzo złożoną sytuację, zarazem dając do zrozumienia, że dla Haiti chyba już naprawdę nie ma żadnej nadziei...

Przy okazji pozwolę sobie przypomnieć, że o Zapiro pisałem całkiem niedawno tutaj.

2. W sobotnio-niedzielnej Gazecie Świątecznej sytuację narysowaną przez Zapiro opisał Artur Domosławski. To właśnie z jego artykułu zaczerpnąłem inspirację dla tytułu niniejszego wpisu. W tekście Domosławski, z charakterystyczną dla siebie społeczną wrażliwością, opisuje dlaczego Haiti stało się miejscem przeklętym jeszcze na długo przed tym, gdy w jego sprawy tak intensywnie zaczęła mieszać się natura (zanim nadeszło trzesienie ziemi, tylko w ostatnich latach to niewielkie państwo pustoszyły huragany i powodzie).

Tekst kończy się następującym akapitem:

Na wyspie została biedota, która sama swojego losu nie odmieni. Oprócz kataklizmów naturalnych, nędzy, braku nadziei - i wszystkich innych nieszczęść - Haiti jest również pustynią umysłową. A teraz zatrzęsła się ziemia, kraj zniknął niemal z jej powierzchni i już nikt, naprawdę nikt nie wie, co będzie dalej.

Jak widać Domosławski i Shapiro - choć przy pomocy innych środków wyrazu - dochodzą do zbieżnej konkluzji...

Pod artykułem wymienionych zostało kilka publikacji, z których autor korzystał podczas pracy nad tekstem. I tutaj - jeśli można - chciałbym wtrącić swoje trzy grosze. Szkoda, że w wykazie nie wspomniano prac polskiego badacza dziejów Haiti Prof. Tadeusza Łepkowskiego. Sądzę, że nie popełnię nadużycia określając go mianem wybitnego znawcy historii zarówno tego kraju, jak i całych Karaibów. Łepkowski przyglądał się temu regionowi zarówno chłodnym okiem historyka (Haiti. Początki państwa i narodu, Warszawa 1964 oraz Archipelagu dzieje niełatwe. Obrazy z przeszłości Antyli XV - XX w., Warszawa 1964), jak i w nieco lżejszy sposób, wykorzystując swobodniejszą formułę prasowego reportażu (Azjatycka i afrykańska Ameryka, Warszawa 1969). Potencjalni czytelnicy absolutnie nie powinni zrażać się datami publikacji wymienionych pozycji. Warto po nie sięgać, nawet jeśli część ustaleń autora uległa pewnej dezaktualizacji.

Oczywiście jestem świadom, że mamy tu do czynienia z publikacją prasową, której nie obowiązują akademickie standardy w zakresie opracowywania bibliografii. Mimo to brak nazwiska Łepokowski pod artykułem Domosławskiego jakoś zazgrzytał.

Przykre jest naturalnie również to, że okazją do przypomnienia o tym, iż także po polsku publikowano znakomite teskty o Haiti jest tak ogromna tragedia...

3. W sierpniu 2004 roku nad Haiti na krótko zaświeciło futbolowe słońce. Pamiętacie jeszcze słynny mecz pokoju (Jogo da Paz), w którym ówcześni mistrzowie świata Brazylijczycy zmierzyli się w Port-au-Prince z gospodarzami?

Rozegrany na stołecznym stadionie im. Sylvio Catora (skoczek w dal; srebrny medalista amsterdamskiej olimpiady z 1928 r.) mecz zakończył się rezultatem 0 - 6, ale wynik był raczej sprawą drugorzędną. Meczowi towarzyszyły bowiem hasła wzywające do rozbrojenia (na Haiti trwały wówczas intensywne walki), ponadto stanowić miał swoisty gest wobec miejscowej ludności ze strony Brazylii, której wojska stanowią najliczniejszy kontyngent wśród działającej tam od 2004 r. misji pokojowej ONZ (MINUSTAH).

Spotkanie rozegrane zostało w wyjątkowo ciężkich warunkach. Kilka faktów warto przypomnieć, bo one także dają swoisty obraz Haiti w pigułce.

Canarinhos przylecieli na mecz ze stolicy sąsiedniej Dominikany, gdyż po haitańskiej stronie granicy nierealne było zapewnienie całej delegacji odpowiedniego zakwaterowania i bezpieczeństwa.

Piłkarze dotali na stadion w kolumnie opancerzonych wojskowych transporterów. Niesamowity był widok nieprzebranego tłumu fetującego Ronaldo, czy Ronadinho stojących tuż obok uzbrojonych po zęby żołnierzy.

Obserwacja brazylijskiego dziennikarza Thiago Lavinasa: "Cała trasa przejazdu prowadziła przez jakby ogromną favelę."

Na Haiti nie działały wówczas telefony komórkowe. Każdy z dziennikarzy miał możliwość skorzystania przez pięć minut w trakcie meczu z niezależnego systemu łączności wojskowej.

Ówczesny premier Haiti Gerard Latortue ufundował nagrodę w astronomicznej jak na tamtejsze realia wysokości 1000 USD, dla tych zawodników, którzy zdołają trafić do brazylijskiej bramki...

Jeśli chodzi o aspekty czysto sportowe, mecz został okraszony pieknym golem Ronaldinho Gaucho:

Ach byłbym zapomniał. Milan nie zwolnił na ten wyjątkowy mecz Didy, Cafu i Kaki. Monachijski Bayern nakazał zaś pozostać w domach Lucio i Ze Roberto. Nie pomnę o jaką to szaloną stawkę walczyły w sierpniu 2004 roku te szacowne kluby, ale bez wątpienia usprawiedliwiała ona takie a nie inne decyzje.

Stadion im. Catora ucierpiał podczas niedawnego trzęsienia ziemi.

Co dalej z Haiti, nie wie nikt...

PS Bardzo ciekawy tekst o Meczu Pokoju zamieścił kilka dni temu na swoim blogu Marcelo Monteiro (m. in. z niego korzystałem pisząc powyższe). Znaleźć możecie go tutaj (po portugalsku).

19:08, sergiuszbober
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Blue Monday

Wiadomo, poniedziałki bywają ciężkie. Dlaczego więc choćby dzisiejszego nie rozjaśnić odrobiną muzyki i pięknym golem?

Niektórzy czytelnicy ledwie zipiącego Futbolin pewnie skrzywią się z niesmakiem gdy powiem, że proponowane dźwięki to utwór World in motion słynnego zespołu New Order. Tak tak, to ten kawałek, który zagrzewał do boju Albion podczas Mundialu 1990 roku...

Cóż jednak poradzić, gdy to własnie ten spośród traktujących o futbolu utworów najlepiej nadaje się do przeganiania ciężkiego poniedziałkowego nastroju? ;)

Inna sprawa, że aż tak daleko od naszej ulubionej Ameryki Łacińskiej wcale nie jesteśmy. Wszak jedną z głównych ról w prezentowanym powyżej video odgrwa John Barnes (to on rapuje w drugiej części utworu). A to przecież Jamajczyk z krwi i kości, który nie raz popisywał się na boisku zagraniami, których nie powstydziliby się najbardziej fascynujący latynoscy dryblerzy.

Oczywiście autorem wspomnianej na wstępie pięknej bramki jest właśnie dawny as Liverpoolu. Ale jaki to gol i gdzie strzelony! Oto Jamajczyk w barwach Anglii zawstydzający na Maracanie canarinhos... Słowem zostajemy w Ameryce Łacińskiej! :)

PS O wspaniałej bramce Barnesa pisałem po raz pierwszy dawno temu. Wpis znajdziecie tutaj. Nie jest obszerny, ale zawiera m. in. protokół z pojedynku w Rio.

13:21, sergiuszbober
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 listopada 2009
O początkach Banfield

Miłośnicy latynoskiego futbolu z pewnością świetnie wiedzą, że dosyć nieoczekiwanie na głownego faworyta zmagań o tytuł mistrza argentyńskiego Torneo Apertura 2009 wyrósł Club Atletico Banfield.

W zamierzchłych czasach (listopad 2005 r.) zamieściłem na Futbolin tłumaczenie krótkich tekstów z oficjalnej strony Taladro o początkach tego zasłużonego klubu. Myślę, że ostatnie wyczyny zespołu Julia Cesara Falcioniego to znakomita okazja po temu, by przypomnieć ów wpis.

Czytelników spragnionych informacji o tym, jak Banfield gra obecnie, czy chcących poznać jego wiodące postaci, z czystym sumieniem odesłać mogę do bloga Brasileirao. Wpis poświęcony Taladro znajdziecie tutaj.

A teraz krótka lekcja historii...

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku w osadzie Banfield położonej 14 kilometrów na południe od Buenos Aires, osiedlały się liczne rodziny pochodzące z Wysp Brytyjskich. Dzięki specyficznej architekturze przypominającej angielskie wsie i na wskroś wiktoriańskim obyczajom nowych mieszkańców miejscowość nabrała jednoznacznie anglosaskich cech.

Dnia 21 stycznia 1896 roku, grupa mieszkających w Banfield kupców i profesjonalistów pochodzenia brytyjskiego podjęła decyzję o powołaniu do życia klubu sportowego, nadając mu nazwę miejscowości, w której zamieszkiwali. Co istotne, nazwa Banfield pochodzi od ochrzczonej tym mianem stacji kolejowej, oddanej do użytku w 1873 roku. W ten sposób chciano oddać cześc osobie Edwarda Banfielda, pierwszego prezesa kolejowej spółki Gran Ferrocarril Sur.

Wśród założycieli pierwsze skrzypce odgrywali Daniel Kingsland i George Burton, którzy objęli, odpowiednio, stanowiska prezesa i wiceprezesa nowopowstałego klubu. Kingsland na codzień prowadził przedsiębiorstwo zajmujące się eksportem rozmaitych produktów pochodzenia zwierzęcego do Wielkiej Brytanii, z kolei Burton parał się księgowością, z której tajnikami zapoznał się podczas studiów w Cambridge. Wedle pomysłu fundatorów, klub pełnić miał przede wszystkim funkcję kulturalną i integrować miejscową społeczność wyspiarzy, a dopiero w dalszej kolejności zajmowac się sportem. Mimo to inaugurację działalności uczczono meczem krykieta, którego to sportu zdeklarowanym miłośnikiem był Kingsland.

Pierwsze klubowe boisko znajdowało się nieco na północ od wspomnianej stacji kolejowej, na nieużytkach, które w przyszłości planowano wykorzystać jako pastwiska, tuż po wschodniej stronie torów.

Za czasów prezydentury Kingslanda na niwie sportowej dyscypliną numer jeden był krykiet. To tłumaczy słabe występy klubowej jedenastki w rozgrywkach piłkarskich lat 1897 - 98. Priorytety zmieniły się dopiero w roku 1899 za prezydentury, także księgowego, Alfreda Johna Goode'a, wielkiego miłośnika futbolu. W tym samym roku rozegrano pierwsze w Argentynie mistrzostwa drugiej ligi, które piłkarze Banfield zakończyli na pierwszym miejscu, z jednym punktem przewagi nad English High School Alexandra Watson Huttona, wybitnego popularyzatora piłki nożnej nad La Platą. Triumf ten czyni Banfield jedynym klubem sposród grających aktualnie w turniejach AFA, który poszczycić się może laurem mistrzowskim zdobytym jeszcze w XIX wieku. Z wyjątkiem jednego zawodnika, wszyscy członkowie mistrzowskiej drużyny przybyli do Argentyny z Wielkiej Brytanii. Jedynym urodzonym na ziemi argentyńskiej, a dokładniej w Buenos Aires, był James Doods Watson.

W kolejnym roku Banfield ponownie grał w drugiej lidze, gdyż nie obowiązywał jeszcze system spadków i awansów między poszczególnymi klasami. Ponownie zakończył rozgrywki w glorii mistrza, tym razem nie przegrywajac ani jednego meczu. Do najlepszych graczy należeli snajper Edward "Invencible" Potter, świetny drybler Charles Douglas Moffatt, kapitan Doods Watson i stojący w bramce prezes klubu Goode...

Źródło: teksty Origen y nacimiento ( 1896 ) i Primeros anos ( 1897 - 1911 ) zamieszczone na stronie internetowej Club Atletico Banfield; tłumaczenie Sergiusz Bober

22:56, sergiuszbober
Link Komentarze (6) »
środa, 04 listopada 2009
Fernando Caceres w stanie krytycznym

Tym razem ofiarą wzbierającej od lat nad La Platą fali przestępczości padł niegdyś znakomity obrońca albicelestes Fernando Cáceres. Według najnowszych komunikatów, dla jego życia decydujące będzie najbliższych 48 godzin.

Zdarzenie

W nocy z soboty na niedzielę Cáceres wracał wraz ze znajomą z położonego we wschodniej części Wielkiego Buenos Aires miasta Merlo. Na skrzyżowaniu ulicy Falucho z aleją Gaona w Ciudadela (część graniczącej z Capital Federal gminy Tres de Febrero) drogę prowadzonemu przezeń BMW zajechał fiat siena...

Pełną wersję tekstu o tym tragicznym wydarzeniu, napisanego specjalnie dla portalu tierralatina.pl, znajdziecie tutaj. Zapraszam do lektury!

PS Powyższy tekst został napisany w nocy z poniedziałku na wtorek. W tej sytuacji warto dodać, że według ostatniego komunikatu wydanego przez doktora Rubena Garcię ze szpitala im. Ramona Carrillo w Cudadela, stan piłkarza jest wciąż krytyczny, choć uznać można go za ustabilizowany.

11:10, sergiuszbober
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 października 2009
Czarodzieje z prowincji

Dzisiaj ponownie proponuję mały seans. Tym razem wybierzemy się do będącego bez wątpienia futbolowymi peryferiami brazylijskiego stanu Espirito Santo.

Od kilku tygodni trwają tam rozgrywki Copa Espirito Santo 2009, które mają na celu wyłonienie drugiego reprezentanta stanu w przyszłorocznej edycji Pucharu Brazylii. Świat nie poświęca im wiele uwagi, choć powinien, bo zdarzają się tam prawdziwe cuda. Dodam od razu, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Oto w rozegranym 11 października meczu Rio Brano - Serra (3 - 0) padł gol zupełnie niecodzienny.

W drugiej połowie, przy prowadzeniu 2 - 0, gospodarze (stanowy potentat) wykonywali rzut rożny. Piłka trafiła do stojącego tyłem do bramki autora obu wcześniejszych goli Ronicleya. Ten przyjął ją na pierś, po czym wykonał strzał przewrotką. Traf chciał, że piłka trafiła do Caio, który wykonał identyczny zestaw zagrań. Z tą drobną różnicą, że po jego przewrotce piłka znalazła się w bramce. Cóż za asysta, cóż za gol!

Wszystko to obejrzeć można od 4:52 min. poniższej relacji. Akrobacje wspomnianych piłkarzy widać całkiem nieźle, ale nie liczcie na powtórki, zbliżenia, widoki z lotu ptaka etc. W tym czasie ekipy telewizyjne były gdzieś daleko, relacjonując kolejną porcję flaków z olejem w wykonaniu wielkich, ekscytujących, wspaniałych...

Swoją drogą, ciekawe po ilu podobnych perełkach nie zachowały się żadne ślady?

Zdecydowałem się na wklejenie skrótu całego spotkania, choć dostępne jest również video tylko z wspomnianym golem. Sądzę, że piłkarze z Espirito Santo zasługują na to, by poświęcić im nieco więcej uwagi i zapamiętać nie tylko przez wzgląd na niecodzienną bramkę. W meczu nie brakowało przyzwoitych zagrań, podbramkowych spięć, czy udanych dryblingów.

Zawodnicy Rio Branco awans do finału Copa Espirito Santo 2009 mają już w kieszeni, gdyż wygrali wszystkie dotychczas rozegrane spotkania. Drugim finalistą będzie Gremio Esportivo Laranjeiras lub Vitoria. Piłkarze tego drugiego klubu są w lepszej sytuacji, gdyż mają do rozegrania jeszcze dwa spotkania przy jednopunktowej stracie do GEL. Ich rywale wyjdą na boisko tylko raz, by zmierzyć się z Serra.

Drugim reprezentantem Espirito Santo w Copa do Brasil 2010 będzie stanowy mistrz Sao Mateus, który w pamiętnym finale pobił Rio Branco. Pamiętnym, bo zakończonym sądowym sporem. Jednak o tym przy innej okazji...

PS Przypominam, że smakowity kąsek na temat brazylijskiej futbolowej prowincji zaserwował nam ostatnio Tomasz Surdel. Jego tekst przeczytać można tutaj.

15:04, sergiuszbober
Link Komentarze (3) »
środa, 21 października 2009
Trener Maradona w oczach Brazylijczyków

Czyż to nie zabawne? :)

Biedny Diego... Naprawdę nie mogło się obejść bez tego okropnego czepka?

Wsłuchajcie się. Nawet tango przegrywa z brazylijskimi rytmami...

Autorem animacji jest znany grafik Cesar Cavelagna, z którego twórczością bliżej można zapoznać się tutaj.

PS Właśnie, Polones mnie opamiętał. Krab na końcu animacji zwraca się do Maradony mniej więcej tak (dodałem kontekst): Co Dieguito? Niewiele brakowało, a twoja inwazja na RPA zakończyłaby się śmiercią na plaży, nie?

15:31, sergiuszbober
Link Komentarze (17) »
niedziela, 18 października 2009
Tak sie strzela (kupuje?) gole w Brazylii

To tytuł artykułu autorstwa znanego speca od spraw latynoamerykańskich Tomasza Surdela, który został opublikowany dzisiaj przez portal www.tierralatina.pl

Jeśli sądziliście, że polski futbol to wyżyny korupcji, byliście w błędzie. O czymś tak bezczelnym nie słyszałem dawno!

Choć z drugiej strony, sprawa - jak sygnalizuje autor - być może ma drugie, niezmiernie intrygujące dno...

Koniecznie zajrzyjcie tutaj!

21:28, sergiuszbober
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 października 2009
Dzień po clásico rioplatense

Wczorajszy mecz Urugwaju z Argentyną rozczarował. Pomimo towarzyszącego mu napięcia bez wątpienia nie zostanie włączony w poczet spotkań klasycznych, o których rozprawia się z pasją przez dziesięciolecia. Nie oznacza to jednak, że nie ma czego komentować. Oto garść refleksji.

1. Z boiska wiało nudą. W trakcie gry można było spokojnie wyjść po kanapki, nie tracąc wiele. Oczywiście stawka mogła paraliżować, ale wątpię by wielu kibiców spodziewało się aż tak bezbarwnej partii szachów...

Pełną garść refleksji na temat wczorajszego meczu Urugwaj - Argentyna spisanych specjalnie dla portalu tierralatina.pl znajdziecie tutaj. Serdecznie zapraszam do lektury!

19:31, sergiuszbober
Link Komentarze (5) »
środa, 14 października 2009
Klasyk o wszystko

Data: 14 października 2009. Miejsce: Montevideo, Estadio Centenario. Rywale: Urugwaj i Argentyna. Słowem, przed nami kolejny futbolowy clásico rioplatense.

1. Tym razem stawka meczu jest wyjątkowa. To ostatnia kolejka zabójczego maratonu, jakim są południowoamerykańskie eliminacje Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Zwycięzca zgarnie całą pulę, czyli zapewni sobie występ na boiskach Republiki Południowej Afryki. Remis jest dla obu zespołów ryzykowny, bo w grze pozostał jeszcze Ekwador, który zmierzy się z już pewnym swego Chile (czytaj: nie w pełni zmotywowanym). Porażka, przynajmniej na jakiś czas, zepchnie jedną z tradycyjnych sił światowego futbolu na sportowy margines…

Pełną wersję tekstu o dzisiejszym meczu Urugwaj - Argentyna napisanego specjalnie dla portalu tierralatina.pl znajdziecie tutaj. Serdecznie zapraszam!

09:54, sergiuszbober
Link Komentarze (22) »
piątek, 02 października 2009
Sprawiedliwość (?) nierychliwa

Pewnie niewielu czytelników Futbolin pamięta feralne derby Mendozy San Martin - Godoy Cruz z 11 września 2005 roku, rozegrane w argentyńskiej drugiej lidze. Dla przypomnienia, poniżej zamieszczam obie notki, które poświęciłem tym wydarzeniom.

Notka z dnia 12 września 2005 r.

Okropne rzeczy działy się w Nacional B, na Estadio de Las Malvinas Argentinas, podczas derbów Mendozy (tzw. clasico mendocino) między San Martin i Godoy Cruz. Mecz został przerwany w 79 min. przy stanie 3 - 0 dla GC, po incydentach z udziałem pseudokibiców, policji, dziennikarzy i futbolistów. Obrońca SM, Carlos Azcurra, został postrzelony, z odległości ok. jednego metra, gumowym pociskiem przez jednego z policjantów [piłkarze SM usiłowali powstrzymać brutalnie interweniujących funkcjonariuszy, gdyż na trybunie gdzie wybuchły zamieszki zasiadali nie biorący w nich udziału członkowie ich rodzin, w tym małe dzieci - dopisek autora z dnia 2 X 2009]. Natychmiast po tym zdarzeniu piłkarz, z perforacją płuca, przewieziony został do miejscowego Hospital Lagomaggiore, gdzie poddano go kilkugodzinnej operacji. Obecnie jego stan jest stabilny, choć wciąż poważny. Trwa kompleksowe dochodzenie mające wyjaśnić zajście. Gubernator prowincji Mendoza, Julio Cobos, miał stwierdzić: Un policía que hizo esto no puede estar en la fuerza.

Carlos Azcurra w przepychance z policjantami. Za chwilę padnie strzał... Fot. La Nacion

Notka z dnia 13 września 2005 r.

1. Ciężko ranny w niedzielę Carlos Azcurra odzyskał wczoraj po południu przytomność, po przejściu blisko czterogodzinnej, skomplikowanej operacji. Dzięki temu może już samodzielnie oddychać, wobec czego odłączono go od aparatury wspomagającej pracę płuc. Wiceprezydent klubu San Martin Carlos Crotta powiedział, iż według prognoz lekarzy piłkarz nie będzie już nigdy mógł powrócić na boisko. Inna sprawa to jego szczęście w nieszczęściu. Zdaniem lekarza drużyny Carlosa Bertony, gdyby kula trafiła Azcurrę nieco wyżej, najprawdopodobniej zginąłby na miejscu.

2. Policja ujawniła nazwisko funkcjonariusza, który odpowiada za obrażenia piłkarza. Jest to 42-letni (od 20 lat na służbie) Marcial Maldonado. Prokurator Liliana Curri zarzuca mu usiłowanie morderstwa, uzasadniejąc taką kwalifikację czynu faktem działania Maldonado z premedytacją, pełną świadomością ewentualnych następstw i oddaniem strzału z najbliższej odległości. Oskarżonemu grozi do 25 lat pozbawienia wolności.

Działania pozostałych funkcjonariuszy znajdujących się w bezpośredniej bliskości zajścia będą przedmiotem wewnętrznego dochodzenia policji. Wśród nich jest dowódca operacji, komisarz Jorge Perreyra, który oskarżany jest, m. in. przez wysokiego szczebla członków władz prowincji Mendoza, o próbę zafałszowania obrazu zdarzeń, gdyż wygłaszane przezeń oficjalnie opinie pozostają w zupełnej sprzeczności z powszechnie dostępnym zapisem wideo z zajść.

3. Najprawdopodobniej nie zostanie odwołany sobotni mecz San Martin - Almagro. Według kolegów z boiska Azcurry, reprezentowanych przez sekretarza generalnego związku zawodowego piłkarzy (Futbolistas Argentinos Agremiados) Sergio Marchiego, rozegranie pełnej kolejki spotkań będzie wyrazem szacunku dla poszkodowanego i hołdem dla jego walki o życie. Jednak spore problemy towarzyszyć mogą zaplanowanemu na najbliższy czwartek spotkania Godoy Cruz - Chacarita. Policja otwarcie wyraża swe obawy co do ewentualnej zemsty kibiców San  Martin za jej poczynania z niedzielnego popłudnia.

4. Jak informuje dziennik Clarin, Jorge Azurra nie jest niestety pierwszym piłkarzem argentyńskim, który schodził z boiska z ranami postrzałowymi. Jego poprzednikiem był Mario Látigo Rodríguez, były bramkarz Central Norte z Salty, który w październiku 1994 roku został trzynastokrotnie postrzelony w prawą nogę. Oto jak wspominał to wydarzenie na łamach dziennika: "Ganamos el clásico contra Juventud Antoniana y fuimos campeones salteños. Los hinchas se metieron a dar la vuelta, pero los de Juventud reaccionaron. La policía intervino, tiró gases y balas de goma contra la hinchada de Central. Yo me interpuse en la línea de fuego y me dispararon al cuerpo. Lo que pasó aquella tarde fue una vergüenza".

Dlaczego po tak długiej przerwie wracam do "sprawy Azcurry"?

Otóż wczoraj, po nieco ponad czterech latach od tych wydarzeń, osiągnięty został jej finał. Azcurra zawarł ugodę z prowincją Mendoza, na mocy której otrzyma 300 tys. pesos odszkodowania, czyli równowartość ok. 225 tys. złotych. Początkowo domagał się 700 tys., ale ostatecznie przystał na proponowane warunki. Na pierwszy rzut oka kwota nie robi dużego wrażenia, jednak z drugiej strony pensje piłkarzy Nacional B wcale nie należą do wysokich i często wypłacane są z ogromnym opóźnieniem. Na tym tle jest więc całkiem przyzwoita. Otwartym pozostaje pytanie, czy rekompensuje konieczność zakończenia kariery sportowej? Wówczas 28-letni Azcurra miał przed sobą jeszcze kilka lat gry na przyzwoitym poziomie. Co prawda San Martin szybko obniżył loty i obecnie gra zaledwie w czwartej lidze, ale kto wie, jak potoczyłyby się losy klubu z tym piłkarzem w składzie? Zresztą niewykluczone, że niezła gra w potyczkach z drugoligową czołówką zaowocowałaby bardzo korzystnym ekonomicznie transferem...

W międzyczasie odpowiedzialny za obrażenia Azcurry policjant Marcial Maldonado skazany został na karę trzech lat pozbawienia wolności w zawieszeniu i dwuletni zakaz pełnienia funkcji publicznych.

Azcurra nie zerwał z futbolem. Obecnie próbuje swych sił jako trener w klubie El Algarrobal, grającym w lokalnej Liga Mendocina del Futbol.

PS Od wczoraj działa portal www.tierralatina.pl, czyli nowy, obowiązkowy adres dla wszystkich zainteresowanych tym, co dzieje się na drugiej półkuli. Jego powstanie zawdzięczamy niewyczerpanym pokładom energii i kreatywności autora bloga Podróż na południe. Futbolin ma swój skromny udział w tym przedsięwzięciu. Zapraszam!

PS1 Trzeci od końca akapit notki został przeze mnie zmieniony. W pierwotnej wersji zawierał poważny błąd, wynikający z tego, że Atletico Club San Martin z Mendozy pomylił mi się z Club Atletico San Martin z Tucuman. Najmocniej przepraszam za tę paskudną wpadkę.

12:54, sergiuszbober
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49