Piłka nożna w Ameryce Łacińskiej. Argentyna, Brazylia, Kolumbia etc. Uwagi, analizy, komentarze, także konteksty pozasportowe.
Creative Commons License

BloGalaxia

Blogi Sportowe





Blog > Komentarze do wpisu
Zdjęcie dnia: Caroline i Peter

Wczoraj krykietowy portal ESPN Cricinfo opublikował takie oto zdjęcie:

Fot: Getty Images

Dziewczyna z krykietowym kijem, tytułowa Caroline, to oczywiście reprezentująca Danię tenisistka Caroline Wozniacki, do której tak chętnie się przyznajemy.

Kim jednak jest tajemniczy Peter, wcielający się na zdjęciu w dość dla siebie obcą rolę wicket-keepera?

To Peter Siddle - australijski krykiecista, bardzo dobry fast-bowler. Uznać można go za jednego z niewielu Australijczyków, którzy nie zawiedli podczas ostatnich The Ashes (Aussies zostali dosłownie zmiażdżeni przez Anglię; była to ich pierwsza od 24 lat porażka u siebie w tej super prestiżowej serii).

Siddle momentami grał znakomicie. Znacznie lepiej od przereklamowanego Mitchella Johnsona, o innych bowlerach nie wspominając.

Podczas pierwszego test-meczu rozegranego w Brisbane, w pierwszym innings wyeliminował z gry aż sześciu Anglików, zaliczając przy okazji poniższy hat-trick (czyli wyeliminowanie trzech rywali w trzech rzutach z rzędu):

Dodajmy, że w krykiecie hat-trick to rzecz zdecydowanie bardziej niecodzienna niż w piłce nożnej. Szczególnie na poziomie testowym.

Spójrzmy bowiem do Playfair Cricket Annual 2010 (to coroczne kieszonkowe wydawnictwo zawierające rozmaite statyski). Na str. 84 możemy przeczytać, iż do 20 lutego 2010 roku we wszystkich testach (rozegrano ich do tej pory ok. 2 000) odnotowano zaledwie 36 hat-tricków!

Sceptycy mogą oczywiście twierdzić, że taki wyczyn to rezultat chwilowego natchnienia, czy dekoncentracji odbijających. Naturalnie przeczą im tak nawiska wyrzuconych graczy (Alistair Cook, Matt Prior), jak i przekrojowa statystyka z wszystkich pięciu spotkań, choć pierwszy rzut oka może być mylący. Wynika z niej bowiem, iż Siddle zaliczył o jednego wicekta mniej od wspomnianego Johnsona, który wystapił tylko w czterech meczach.

Czy więc nie przesadziłem pisząc, iż ten ostatni to gracz przereklamowany? Raczej nie. Siddle bowiem grał w miarę równo we wszystkich spotkaniach, a brak Johnsona w Adelajdzie wynikał z jego fatalnej postawy we wcześniejszym meczu. Był też bowlerem bardziej ekonomicznym (czyli rywale po jego rzutach zdobywali mniej punktów). Co więcej, lepiej radził sobie także w roli jednego z ostatnich batsmanów! Nie można przy tym zapomnieć, iż Johnson aż 9 Anglików wyrzucił z gry w Perth, a tamtejsze boisko to prawdziwy raj dla bowlerów - piłka po zetknięciu z nawierzchnią bardzo przyspiesza, a także wysoko się odbija, co bardzo utrudnia zadanie broniącym. Jakby tego było mało, na dokładkę pozostają jeszcze gwałtowne porywy słynnej morskiej bryzy (tzw. Fremantle Doctor), która dodatkowo dezorientuje i tak już mocno przerażonych batsmanów. Słowem, Siddle górą.

I tutaj pojawia się wielka zagadka.

Skoro Siddle był ostatnio najjaśniejszym punktem ogólnie beznadziejnej Australii, a Aussies aktualnie grają siedmiomeczową serię spotkań jednodniowych przeciwko Anglii (radzą sobie przyzwoicie, dzisiaj objęli prowadzenie 2 - 0, ale goście nie grali w najsilniejszym składzie), to dlaczego znajduje czas na tak mało istotne sprawy, jak sesje fotograficzne z uczestniczkami Australian Open? Tym bardziej, że dosłownie za chwilę rozpoczynają się krykietowe mistrzostwa świata...

Odpowiedź jest banalnie prosta. Otóż zdaniem selekcjonerów lepsi niż Siddle są ledwie wyleczony Brett Lee, Doug Bollinger, Shaun Tait i - uwaga, uwaga! - Mitchell Johnson. W ogłoszonym kilka dni temu ostatecznym składzie na mistrzostwa świata znalazło się miejsce nawet dla niedoświadczonego allroundera Johna Hastingsa.

Po kompromitującej porażce w The Ashes, wiele mówiło się w Australii o tym, iż najbardziej niekompetentny okazał się panel selektorów odpowiadających za dobór graczy. Rychły początek mistrzostw świata  spowodował, że z rozliczeniami postanowiono się wstrzymać. Oczywiście nie można wykluczyć, iż tym razem wszystko zadziała świetnie i broniący tytułu Aussies wrócą z Azji z Pucharem Świata.

A jeśli nie?

Polecą głowy. A brak nazwiska Siddle wśród graczy wybierających się do Bangladeszu, Indii oraz Sri Lanki z pewnością wykorzystany zostanie jako jeden z argumentów "za".

piątek, 21 stycznia 2011, sergiuszbober

Polecane wpisy

  • Pharrell Williams w Eretz Yisrael

    Nie będę się jakoś specjalnie rozpisywał... Po prostu, wersja robiącego ostatnio zawrotną karierę Happy z ulic, plaż i placów Tel Awiwu-Jafy jest moją zdecydo

  • Franciszek płaci jak Pan Bóg przykazał

    O tym, że w sercu Jorge Bergoglio klub piłkarski San Lorenzo zajmuje miejsce szczególne wiadomo nie od dzisiaj. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że ogranicza

  • Powrót marzeń "Nochala"

    Ów "Nochal" to oczywiście Lucas Viatri, który minionej nocy uratował nie tylko Boca Juniors, ale także śmiertelnie nudzących się kibiców. Do 68 min. spotkania R