Piłka nożna w Ameryce Łacińskiej. Argentyna, Brazylia, Kolumbia etc. Uwagi, analizy, komentarze, także konteksty pozasportowe.
Creative Commons License

BloGalaxia

Blogi Sportowe





Blog > Komentarze do wpisu
Piękny poranek w La Boca...

Wczorajszy trening Boca Juniors przebiegał zgodnie z planem: piłkarze grzecznie słuchali tego, co miał do przekazania Alfio Basile na temat ich postawy w dwóch ostatnich spotkaniach. Gdy wydawało się, że nie pozostaje im nic innego, jak udać się do domów ze stanowczym postanowieniem poprawy w najbliższym meczu, na scenę wkroczyła grupka barras bravas...

Nie potrzebowali wiele czasu, by wciągnąć w pyskówkę Martina Palermo. Wypowiadane kwestie były typowe dla osób z pasją podchodzących do ulubionego klubu, jego czołowego piłkarza i pięknej gry, jaką jest piłka nożna: El Loco został nazwany zdrajcą, ze względu na rzekomy zamiar powrotu do Estudiantes de La Plata na grudniowe klubowe mistrzostwa świata. W pewnym momencie zadzwonił telefon jedengo z członków wesołej gromadki. Najwyraźniej dzwoniący poinformował, że "dyskusja" transmitowana jest na żywo przez kilka stacji telewizyjnych, które wysłały na trening Boca swoje ekipy, wobec czego trzeba się zbierać. Barras zastosowali się do tej sugestii, opuszczając stadion. Rzecz jasna prze nikogo nie niepokojeni. W równie swobodny sposób wcześniej dostali się na trybuny, choć ochroniarzy na obiektach Boca nie brakuje...

Palermo to doświadczony zawodnik, znający piłkarski światek (połświatek?) nad La Platą jak mało kto. Dał temu dowód pod koniec spotkania z barras, mówiąc: "Powiedzcie kto was przysłał, porozmawiam z nim bezpośrednio". W Argentynie nawet bardzo małe dzieci wiedzą, że taka akcja jak powyższa nie może być dziełem grupki desperatów niezadowolonych z postawy danego zawodnika w ostatnich meczach. W końcu Palermo, podobnie jak np. Sebastian Battaglia to dla barras figura wręcz nietykalna. Panowie, w odpowiedzi na kwestię Palermo, rzucili odchodząc: "Nie pomoże ci nawet Flaco".

Flaco...

Kimże jest ów Flaco? To oczywiście słynny Rafael Di Zeo, od wielu już lat przywódca barras bravas "kibicujących" Boca. Skoro jednak nawet wszechwładny Rafa ma nie być w stanie ochronić Palermo, za przysłaną na wczorajszy trening grupką stać musi ktoś czujący się naprawdę mocno. W tej chwili jedyną osobą zdolną rzucić wyzwanie Di Zeo jest niejaki Mauro Martin, o którym za chwilę.

Zrelaksowany Rafael Di Zeo w towarzystwie małżonki Soledad Spinetto. Fot. Diario Perfil

Tymczasem wróćmy do Di Zeo, by spojrzeć czym się ostatnio zajmuje. Aktualnie Rafa przebywa w więzieniu w Ezeiza. Sąd umożliwił mu jednak pracę poza murami, dzięki czemu lider barras codziennie udaje się do biura adwokata Marcelo D'Angelo. Ten z kolei jest bliskim znajomym innego adwokata, Marcelo Rochettiego. Aktualnie Rochetti jest szefem ochrony w miejskiej legislaturze Buenos Aires, którego burmistrzem jest były prezes Boca Maurico Macri (potencjalny kandydat argentyńskiej centro-prawicy w najbliższych wyborach prezydenckich). Wcześniej Rochetti był pełnomocnikiem m. in. Di Zeo... By zakres kontaktów (rzeczywistych i potencjalnych) Rafy w świecie polityki uczynić jeszcze bardziej imponującym, dodam, że jego małżonka Soledad Spinetto pracuje jako doradczyni Carlosa Stornelliego, odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa w rządzie prowincji Buenos Aires. Od niego już tylko maleńki kroczek do gubernatora Daniela Scioli, w latach 2003-07 wiceprezydenta Argentyny, a wcześniej ministra (m. in. sportu) w rządzie Eduarda Duhalde.

Oczywiście Rafa zajmuje się nie tylko papierkową robotą w kancelarii. W międzyczasie przygotowuje sobie miękkie lądowanie na czas po wyjściu z więzienia. Nie ma także zamiaru rozstawać się z pozycją szefa barras. W tym celu prowadzi działania na trzech polach. Po pierwsze podjął rozmowy z przedstawicielami władz klubu w sprawie ewentualnego włączenia jego ludzi w szeregi osób zapewniających ochronę na obiekatach Boca, po drugie zawarł koalicję z poważną frakcją barras z Lomas de Zamora kierowaną przez Marcelo Aravenę, po trzecie próbuje pozyskać sympatię piłkarzy poprzez wykorzystanie niezłych stosunków łączących go z Palermo. Ponadto Di Zeo może liczyć na względy Diego Maradony, gdyż wziął jego stronę w niedawnym konflikcie z Juanem Romanem Riquelme.

O działaniach Di Zeo szybko dowiedział się wspomniany Martin, chwilowo najbardziej wpływowy spośród liderów barras Boca. Także w tym wypadku można mówić o silnych powiązaniach ze światem polityki oraz władzami klubu. Według dzisiejszego wydania sportowego dziennika Ole, te ostatnie miały zapewnić niedawno Martina o pełnym poparciu, z kolei rząd federalny ma mu sporo do zawdzięczenia w związku z operacją przeniesienia ligowych transmisji do państwowej telewizji, czego rezultatem jest osłabienie skonfliktowanego z małżeństwem Cristiny i Nestora Kirchnerów medialnego giganta Grupo Clarin. Wśród piłkarzy Xeneizes stronę Martina zdecydowanie trzyma Romy Riquelme, który zawsze dystansował się od Di Zeo. Na wypadek dosłownego starcia, pretendent do schedy po Di Zeo oszacował także liczbę "żołnierzy". Ponoć może liczyć może na aż pięciuset gotowych na wszystko "kibiców", zaś Di Zeo na zaledwie dwustu... 

Opisywana akcja miała więc pełnić rolę ostrzeżenia tak dla Di Zeo, jak i sprzyjających mu piłkarzy. Takiej interpretacji przeczą jednak słowa samego Martina, który wczoraj zadzwonił do Palermo, zapewniając go, że z zajściem nie miał nic wspólnego. El Loco podobno nie dał się przekonać, ale Martin twardo utrzymywał, że przytoczone powyżej zdanie o El Flaco miało na celu skompromitowanie jego i związanych z nim barras.

Naturalnie tło wydarzeń stanowią, jak zawsze zresztą, pieniądze. Grupy Martina i Di Zeo rywalizują o kontrolę nad środkowym piętrem trybun stadionu La Bombonera. W grę wchodzić może aż 200 tys. pesos miesięcznie, uzyskiwanych dzięki odsprzedawaniu biletów, handlowi napojami, klubowymi pamiątkami etc. Ponadto pozostaje do obsadzenia rola oficjalnego lidera kibiców reprezentacji Argentyny na południowoafrykański mundial. To także potencjalnie dochodowe zajęcie, gdyż wiąże się z nim kontrola nad znaczną ilością wejściówek, a na takie imprezy chętnie podróżują zamożni kibice, dla których ceny nie grają roli.

O ile rozwikłanie siatki powiązań barras to zadanie dla sporej grupy detektywów (rzecz jasna takowa nie istnieje), to wczorajszy incydent powinna zakończyć interwencja policji i kary za zakłócanie porządku, czy nawet zarzuty o stosowanie tzw. groźby karalnej. Tak zapewne byłoby w świecie mniej więcej normalnym. Jednak argentyńskie futbolowe realia w tej kategorii się nie mieszczą, wobec czego ani Palermo ani władze Boca nie poinformowały policji o zdarzeniu. Klub nie udostępnił także zapisu z zajścia zarejestrowanego przez kamery przemysłowe, o co poprosił działający przy federalnym Ministerstwie Sprawiedliwości Podsekretarz ds. Bezpieczeństwa na Imprezach Piłkarskich.

Komentarz do powyższego wydaje się zbyteczny.

Dzisiaj mamy sobotę, zapewne za kilka godzin na wypełnionych po brzegi stadionach padą przepiękne bramki, a wczorajszy incydent zostanie szybko zapomniany. I tylko barras zacierają ręce, bo choć wszyscy od lat widzą co się dzieje, nikt nie robi nic by to zmienić...

PS Powyższy wpis powstał w oparciu o teksty opublikowane w dzisiejszych wydaniach dzienników Ole, La Nacion i Pagina12.

PS1 Wczoraj wizytę piłkarzom w ośrodku treningowym City Bell złożyli także przedstawiciele barras Estudiantes de La Plata. Nie mam już siły tego relacjonować. Dla chętnych link

PS2 Gorąco polecam lekturę znakomitego tekstu o reprezentacji Urugwaju z Copa America 1999, opublikowanego na zaprzyjaźnionym blogu Numer10! Część pierwsza tutaj, część druga tutaj.

sobota, 29 sierpnia 2009, sergiuszbober

Polecane wpisy

  • Pharrell Williams w Eretz Yisrael

    Nie będę się jakoś specjalnie rozpisywał... Po prostu, wersja robiącego ostatnio zawrotną karierę Happy z ulic, plaż i placów Tel Awiwu-Jafy jest moją zdecydo

  • Franciszek płaci jak Pan Bóg przykazał

    O tym, że w sercu Jorge Bergoglio klub piłkarski San Lorenzo zajmuje miejsce szczególne wiadomo nie od dzisiaj. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że ogranicza

  • Powrót marzeń "Nochala"

    Ów "Nochal" to oczywiście Lucas Viatri, który minionej nocy uratował nie tylko Boca Juniors, ale także śmiertelnie nudzących się kibiców. Do 68 min. spotkania R

Komentarze
2009/08/29 15:25:03
świetny artykuł !
-
timao
2009/08/29 20:38:30
Nie miałem pojęcia, że ta sprawa jest tak głęboko zakorzeniona i sięga tak wysoko w szeregach barras.

A z tym El Flaco to też jest ciekawie, bo tak nazywany jest grający w Estudiantes Rolando Schiavi (Ex-Xeneize). Jeden z tych kiboli miał powiedzieć, że Palermo jest takim samym zdrajcą jak Schiavi, a ci barras oburzyli się na Martina za jego wypowiedź, iż chciałby grać dla Estudiantes na grudniowych klubowych MŚ...

A tu okazuje się, że sprawa dotyczy zagrywek między barras i chodzi o innego El Flaco... No cóż, trudno połapać się w tym, co dzieje się w Argentynie.
-
Gość: Spedwayholik, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/31 23:09:53
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o...Palermo ma na koncie ponad 200 goli i obrażanie go jest nie na miejscu.Zawsze znajdą się jacyś idioci,którzy nie potrafią tego uszanować i nieważne czy robią to dla kasy czy z głupoty.To,że noszą koszulki Boca to jest profanacja,prawdziwi kibice powinni się nimi zająć.
-
senec
2009/09/01 05:42:43
Witam i zapraszam na mojego bloga www.torcheopilce.blox.pl/htmlznajdziecie tam wpis traktujacy o FC Barcelonie w nadchodzacym sezonie. Licze na komentarze. Pozdrawiam.